morav, granica o ktorej tu mowa jest naprawde cienka. Sam wiem jak to jest, bo znam przyklad z wlasnego doslownie podworka. W odleglosci nie wiekszej niz 200-300 m od mojego domu bylo gniazdo bazantow (bylo, ale juz go nie ma - splonelo , bo komus zachcialo sie wypalac trawy

). Jak je tylko namierzylem, odrazu uznalem ze podchodzenie czy nawet krecenie sie w okolicy tylko zaszkodzi.
Podobnie na plantach w Bialymstoku: mam nawet dosc dokladna mapke wyznaczonego przez siebie terenu. Odznaczam na niej dokladna lokalizacje gniazd (wysokosc nad ziemia, gatunek , itp.) Ale juz pozniej staram sie nie podchodzic w poblize. Tylko jesli to mozliwe, prowadze obserwacie z wiekszej odleglosci. O robieniu zdjec na gniezdzienawet nie mysle. Nie moja liga, a pewnie tez bym tylko mogl jakies szkody wyrzadzic... wiec wole tego unikac. Chcialem w ten sposob powiedziec ze pojecie etyki jest pojeciem wzglednym - kazdy powinien sobie zadac chociasz trud zadania pytanie samemu sobie: czy aby napewno nie zaszkodze fotografowanym zwierzetom? Co bardziej sie dla mnie liczy: zdjecie, a moze cos innego? Czy aby napewno w nastepstwie nie nastapi porzucenie np. pisklat przez rodzicow?