Skocz do zawartości

Fotoprzyroda.pl używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Polub nas na Facebooku!       

x


Zdjęcie

Żurawisko


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
37 odpowiedzi w tym temacie

#21 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 05 grudzień 2021 - 19:58

Pierwsza zimowa zasiadka

 

 Kończył się krótki zimowy dzień, robiło się szaro więc prosto po pracy pojechałem na Żurawisko sprawdzić czy coś wzięło przynętę. Zmrożony, przyszpilony cienkim prętem do podłoża korpus kurczaka był nietknięty. W głębokim śniegu nie było nawet widać żadnych tropów ani śladów po lądujących ptakach. Co się dzieje? Przecież bagno jest wręcz opanowane przez liczne stado wszędobylskich kruków które od świtu do zmierzchu latały nad Żurawiskiem niczym ruskie bombowce nad Berlinem w 45-ym. Niedługo skończą się mrozy i przed czatownią pojawi się woda która uniemożliwi wyłożenie przynęty. Wyciągnąłem szpilę z torfu i popatrzyłem z niechęcią na trzymany w ręku korpus - kolejne niepowodzenie. Cisnąłem kurczaka przed siebie patrząc jak kilka metrów dalej mięsny pocisk zapada się w śniegu. No tak! Czy te ptaszydła  go widziały w tym śniegu? Spróbuję innej metody.

 Wykładanie korpusów kilka lat temu nie dało efektów. To znaczy nie było efektów dla mnie, bo po moim wyjściu z owej polnej niby-czatowni myszoły jednak przylatywały i raczyły się pozostawionym mięchem. Teraz zawiódł pomysł z przybijaniem korpusów do ziemi. Gdzieś wyczytanej w internecie opcji przykrywania przynęty metalową siatką lub kratką już w ogóle nie brałem pod uwagę. Poważnie zastanawiałem się nad użyciem ofiary zdarzenia (czy raczej zderzenia) drogowego. Sarna odpadała - była za lekka. Kiedyś zimą wyłożyłem sarniego rozbitka na śródleśną polanę i na trzeci dzień, w sobotę, gdy chciałem pofocić, już jej nie było, została wytargana przez jakieś drapieżniki w las. Natomiast dzik czy jeleń już by poleżał przez dłuższy czas. Pomysł wydawał się dobry, zdobycie "rozbitka nie było dla mnie problemem, ale...

 Ale nr 1- nie chciałem mieć na zdjęciach padliny. Chociaż zwierzak prędzej czy później musi paść i trup przez kilka dni stanowi naturalny element krajobrazu / przyrody,  to jednak nie chciałem mieć na zdjęciach flaków i kości. A przynajmniej nie na większości zdjęć.

 Ale nr 2- utylizacja resztek. Z ustaniem mrozów musiałbym od razu zakopać padlinę żeby przed czatownią nie robić cmentarzyska z zatopionych w bagnie resztek. Kopanie w torfie było niemożliwe, zakopanie resztek w polu wymagało głębokiego dołu aby przy głębokiej orce pług nie wyciągnął na wierzch kości.

 Najlepiej żeby przynęta była drobna aby nie było jej widać i ewentualnie łatwo ją posprzątać, i żeby było jej na tyle dużo by na jakiś czas zatrzymać ptaki  na miejscu. Czyli rozrzucić przed czatownią posiekane na drobno tanie mięcho lub odpadki, a więc najlepiej rozdrobnione kurze korpusy.

 Tak więc następnego dnia po południu poszatkowałem siekierką na drobno zmrożoną bryłę ptasiny i rozrzuciłem to na dobrze wydeptanym w śniegu placu. Następnego dnia po południu nie było już ani jednego kawałka mięsa. Czyżby wreszcie się miało udać? Zobaczymy w najbliższy weekend! A nawet wcześniej, bo w czwartek i piątek miałem urlop.

 W czwartkowy poranek zaopatrzony w sprzęt foto, kurzą siekankę i kawałek styropianowego kasetonu na kołku wyruszyłem do czatowni. Przez tele szukałem miejsca na wysypanie "flaczków"- najlepiej żeby był niski wał przysypanej śniegiem uschłej trawy. Na tyle niski żeby nie zasłaniał ptaków i na tyle wysoki żeby nie było widać przynęty. Jednocześnie mogłem ocenić efekty jesiennego "odchwaszczania" sceny. Było dobrze, w kadrze nie było żadnych rozmazanych plam i sitowych poduch. Jednak warto było się pomęczyć jesienią. Przynętę można było sypnąć gdziekolwiek, głęboki śnieg gwarantował skuteczną zasłonę.Teraz trzeba sprawdzić w jakiej odległości sypnąć karmę więc wyszedłem przed czatownię z kawałkiem styropianu o przybliżonej wielkości myszaka i wbiłem go w śnieg. Będzie dobrze? Sprawdzimy. Wróciłem do czatowni i oblukałem przez tele styropian. Trochę za daleko, można dać ze trzy-cztery metry bliżej. Przesunąłem znacznik, znowu kontrola przez tele- teraz powinno być ok. W miejscu znacznika wydeptałem w śniegu placyk i sypnąłem kurzymi "flaczkami". Spojrzałem na oddaloną o kilkanaście metrów czatownię i pomyślałem czy z tej odległości ruch obiektywu nie spłoszy bystrookich drapoli? Ale skoro nawet ostrożne żurawie nie zwracały na to uwagi to powinno być dobrze. Tylko szkoda że jest tak pochmurno. No właśnie, skoro czasem prószy śniegiem to wbiję tu jakiś kołek. Jak w nocy zawieje albo przysypie śniegiem scenę to rano kołek pokaże miejsce wybrane na wyłożenie przynęty. A więc tutaj wszystko przygotowane, można iść do domu i poszatkować na jutro solidną porcję korpusów.

 Piątek, 2 marca 2018. Brzęczy budzik i wszystko toczy się jak przed wyjściem na żurawie. Tylko do plecaka przytroczyłem grube, ciepłe zimowe wdzianko i wziąłem pół reklamówki kurzej sieczki. Na dworze ciemno i mroźno, nie widać ani jednej gwiazdy. Cholerne chmury już od wielu dni wiszą na niebie, ale niestety w tym regionie to ponura norma i po prostu trzeba się z tym pogodzić. Albo zmienić hobby, może jakieś modelarstwo, majsterkowanie czy coś innego niezależnego od pogody i wstawania w nocy.

 Wrzuciłem plecak  do czatowni i podszedłem do kołka gdzie wczoraj wysypałem "flaczki". Na białym śniegu nie było widać ani jednego kawałka mięsa. Ładnie biorą- pomyślałem. Wydeptałem w śniegu wąską i długą na kilka metrów ścieżkę i wysypałem na niej przynętę. Miałem nadzieję ze w ten sposób "rozciągnę" zlatujące na żer ptaki i uniknę kotłowaniny walczących o mięso drapoli w jednym miejscu. Wróciłem do czatowni i otworzyłem dolne okienko. Po raz kolejny podziękowałem w myślach pomysłodawcy tego sposobu na dwa okienka i wystawiłem sprzęt. Było ciemno, ale gruby patyk był wyraźnie widoczny na tle śniegu. Ustawiłem na nim ostrość i wyłączyłem AF. Naiwnie sądziłem że wyłączając AF przy pochmurnym niebie i ciemnym obiektywie (f 6,5) uniknę szukania ostrości przez tele i od razu będę strzelał jak tylko coś przyleci do zanęty. Tylko czyżby to miało być tak łatwe? To było by zbyt proste, ale spróbować można. W końcu tym sprzętem i przy tej pogodzie dzisiejsza zasiadka to tak naprawdę tylko praktyki przed następnym sezonem.

 Wyszedłem zdjąć kołek ze sceny, założyłem ciepłe wdzianko i w oczekiwaniu na ptaki wyłożyłem się do drzemki. Po chwili zaczęło kąsać zimno, ale, o dziwo, nie było ono dokuczliwe. Było mroźno i śnieżnie, jak pięć lat temu, a jednak nie dygotałem z zimna jak wtedy. Przypomniał mi się tamten dzień jak leżałem w zawianej śniegiem niby-czatowni przez którą hulał wiatr i nie pomogły wtedy ocieplane ciuchy. Ależ wtedy kląłem! A ta czatownia była szczelna i sucha i to wystarczyło by zimno było całkiem znośne i mogłem spokojnie oczekiwać na ptaki.

 Tymczasem niebo pojaśniało i wnet ze swojego świerkowego zagajnika zaczęły się odzywać kruki. Niedługo pojedyncze ptaki zaczęły się rozlatywać po okolicy i wreszcie któryś zawisł nad zanętą, ale nie wylądował tylko poleciał dalej. Posiedziałem chwilę przy okienku obserwując jak kruki krążą nad bagnem lecz po za tym nic się nie działo więc przysiadłem zrezygnowany w kącie czatowni nasłuchując jednostajnego krra-krra. A zresztą, poranek i tak był ciemny i pochmurny więc zdjęcia były by nieostre, więc mogę sobie jeszcze chwilę tak posiedzieć. Wreszcie usłyszałem łopot skrzydeł przy zanęcie i przysunąłem się do okienka. Jest jeden ścierwojad! Wycelowałem w niego aparat, ale zanim nacisnąłem migawkę musiał chyba dojrzeć ruch obiektywu, bo w tym momencie odleciał. I tak zaczęła się długa i irytująca zabawa w kotka i myszkę. Najpierw krra-krra, łopot skrzydeł nad mięsem, przycelowanie... i nic. Raz tylko udało mi się strzelić gdy kruk usiadł kilka metrów dalej niż była wysypana zanęta. Podniecony polowaniem zapomniałem o włączonym trybie M więc szybko przełączyłem tele na AF i strzeliłem. Udało się! Zdążyłem go trzepnąć zanim odleciał. Jednak zdjęcie było kiepskie i spoglądając na czarną sylwetkę na wyświetlaczu uświadomiłem sobie ze mój pomysł na szybkie, dynamiczne ujęcia właśnie diabli wzięli.

 Krra-krra - głośno odzywały się kruki przelatujące nad zanętą. Kurrr.... - odpowiadałem im  cicho w myślach zastanawiając się co to za pogrywanie z ich strony. I nagle coś mi się przypomniało. Otóż niedawno wyczytałem na forum że kruki to inteligentne ptaki i najpierw wysyłają zwiadowców czy jest bezpiecznie. Kiedy ci sprawdzą że nie ma zagrożenia, wtedy zlatuje się reszta. Aha, czyli trzeba oszukać zwiadowców, ale jak? Chyba już wiem.

 Odsunąłem się od okienka i przycupnąłem w rogu czatowni. Krra-krra rozlegało się co chwilę. Wreszcie znowu słyszę łopot skrzydeł lądującego ptaka, ale tym razem się nie ruszam, usłyszałem tylko jak kruk poderwał się do lotu. I tak jeszcze kilka razy. Łopot skrzydeł przylatujących kruków rozlegał się coraz częściej i po pewnym czasie przed czatownią usłyszałem kłótnię kilku ptaszysk. Wyjrzałem ostrożnie przez okienko nie ruszając aparatu. Przed czatownią buszowało w śniegu kilka czarnych sylwetek i wciąż zlatywały nowe i wkrótce zaczęły się bójki o mięcho. To ten czas- pomyślałem. Zajęte walką o jedzenie nie zwracają uwagi na to co się dzieje poza ich kręgiem, ich wrogiem nie jest już rura sigmy wystająca z czatowni lecz ich kamraci którzy chcą zabrać im dobry kąsek.

 Przyłożyłem się do aparatu, przez chwilę omiatałem obiektywem kotłowaninę przed czatownią. Nacisnąłem migawkę, kolejny ruch aparatu na inną grupę ptaków i znowu strzał. Tym razem żaden kruk nie odleciał, wręcz przeciwnie, wciąż zlatywały się nowe. W miejsce niedawnej irytacji przyszło podniecenie oglądanym z tak bliska widowiskiem i co chwilę trzaskałem kolejne zdjęcie próbując wyłuskać z ruchliwego jak w mrowisku czarnego stadka jakiś konkretny cel.

 Nagle w jednym miejscu tego "mrowiska" jakby zakipiało, poprzez krakanie usłyszałem ni to okrzyk, ni to zduszony pisk i kątem oka zauważyłem szarobury kształt lądujący w śniegu. Skierowałem tam obiektyw i ujrzałem myszołowa który rozpędził kruki i teraz spokojnie się rozglądał za jakimś kąskiem dla siebie i przy okazji ładnie zapozował do zdjęcia:

 

1.jpg

 

 Jednak nie dane mu było korzystać w spokoju ze stołówki bo za chwilę pojawił się konkurent:

 

1.jpg

 

4.jpg

 

 Myszoły przyjęły pozycję bojową...

 

2.jpg

 

... ale spięcie było krótkie bo mięcha było dość dla obu więc nie zwracając uwagi na kruki...

 

2.jpg

 

... zgodnie korzystały ze stołówki...

 

3.jpg

 

... dając okazję do spokojnego focenia:

 

4.jpg

 

3.jpg

 

 Spokój jednak nie trwał długo, część odpędzonych przez myszaki kruków usiłowała znowu dorwać się do koryta. Czasem próbowały podebrać coś myszakom, ale że te były większe, więc kruki zaczęły się droczyć między sobą:

 

6.jpg

 

7.jpg

 

 Wkrótce mięso zaczęło się kończyć i ptaków zaczęło ubywać. Myszołowy zniknęły równie nagle jak przybyły i pozostało kilku najwytrwalszych poszukiwaczy resztek. Wziąłem jednego na obiektyw, ładnie zapozował do kilku zdjęć i wreszcie obrócił się przodem do mnie. Wycelowałem w niego dużą rurę sigmy - nie uciekł.

 

8.jpg

 

 Jeszcze godzinę temu zrobienie takiego zdjęcia było niemożliwe - pomyślałem zdziwiony i obserwowałem dalej ostatnie kruki. Wreszcie odleciał ostatni i mogłem spakować sprzęt zadowolony z efektów pierwszej "prawdziwej" zimowej sesji. Spojrzałem na zegarek- szybko poszło, w czatowni przesiedziałem trzy godziny, z tego dobre pół godziny zajęła wnerwiająca zabawa w podchody (a właściwie to podlatywanie) z bystrookimi, czujnymi zwiadowcami. Rano byłem przekonany że będzie znacznie trudniej i dłużej.

 W domu, rozgrzany gorącą kąpielą, pokrzepiony dobrym śniadaniem i orzeźwiony aromatem gorącej kawy odpaliłem na kompie program do obróbki zdjęć  i dobry nastrój od razy prysł. Zamiast kruków- czarne plamy. Delete...delete.. Zamiast scen z walczącymi myszakami- szare maziaje. Delete... delete... O, jest ostrość! Widać nawet pojedyncze, wyraźne płatki śniegu, ale kruka tylko połowę. Do kosza...  Na wielu zdjęciach widać mięso w dziobach:

 

5.jpg

 

Hmmm... Starałem się kroić korpusy możliwie drobno, ale trzeba będzie szatkować jeszcze drobniej. Większość zdjęć poszła do kosza a z tych co zostało dało się obrobić zaledwie kilka. Ciemne chmury, ciemny obiektyw i brak doświadczenia, ale efekt i tak nieporównanie lepszy niż pięć lat temu. Na szczęście mam jeszcze dwa dni wolnego, w zamrażalniku dwa kurze korpusy, a w torbie obiektyw f 2,8. Co z tego że krótki, tylko 200 mm, ale już nie raz przekonałem się że to bardzo dobre szkło, w sam raz na takie warunki. A więc dzisiaj jeszcze poszatkować resztę kurczaków, nastawić budzik i jutro znowu wymarsz na Żurawisko.   



#22 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 10 grudzień 2021 - 20:50

 Pierwsza zimowa zasiadka-następny dzień

 

 Na wschodzie niebo z ciemnoszarego robiło się jasnoszare. Kolejna noc bez gwiazd i kolejny dzień bez słońca, ale na to nic nie poradzę. Czas wyrzucić siekankę z ostatnich dwóch korpusów i przysiąść w czatowni. Tylko czy nęcić w tym samym miejscu czy trochę bliżej? Dzisiaj zamiast Sigmy 150-500/6,5 podpiąłem Canona 200/2,8, a więc różnica w ogniskowej spora. Sypnąć "flaczkami" w tym samym miejscu co wczoraj i potem wycinać cropy z brzózkami w tle, czy zanęcić  bliżej czatowni i "rozmyć" brzeziniak wykorzystując minimalną przysłonę? Głupie pytanie. Przecież zdjęcia mają być dobre więc resztę kurzych korpusów wyłożyłem 2-3 metry bliżej czatowni i poszedłem na posterunek przy aparacie. Dzisiaj już nie bawiłem się w przełączanie AF/AM, szkoda czasu na manipulowanie przyciskami i suwakami, ptaki latają tak jak wygodnie im a nie mnie.

 Pomny wczorajszych doświadczeń siedziałem w kącie nasłuchując co robią kruki. I tak jak wczoraj kilka razy był przelot nad zanętą, potem raz, drugi jakiś ptak porwał kąsek i poleciał i wreszcie usłyszałem przed budą głosy kilku ptaków. Przysiadłem do aparatu, w wizjerze było kilka czarnych sylwetek. Na jedną z nich skierowałem obiektyw i... frrrru! Na zdjęciu zamiast kruka wyszedł tylko jego ogon i przed czatownią zrobiło się pusto. Chyba za wcześnie wyjrzałem- pomyślałem i znowu wtuliłem się w kąt budy oczekując na ponowny zlot. Kiedy znowu się zebrała następna ekipa głodomorów, powtórzyła się sytuacja sprzed kilkunastu minut- mały ruch obiektywem i czarne bractwo natychmiast znikało. Jednak wysypanie kurczaka te dwa-trzy metry bliżej czatowni okazało się za blisko. Tylko jeden bardziej odważny dał sobie zrobić zdjęcie:

 

5.jpg

 

  1.jpg

 

  Za to myszołowy, zwabione przez krucze zlotowisko, nie bawiły się w żadne podchody tylko od razu dosłownie wbiły się za "flaczkami" w śnieg nic sobie nie robiąc ze śledzącego je szklanego oka. Niestety, chociaż myszaki olewały czatownię i wystającą z niej rurę, to nie udało się zrobić dobrych zdjęć. Albo ryły w śniegu wystawiając na widok grzbiety i kupry,

 

2.jpg

 

albo latały nie w tą stronę co chciałem

4.jpg

 

5.jpg

 

 i miały mnie gdzieś

3.jpg

 

 Odmienne zachowanie myszołowów i kruków zadziwiło mnie po raz kolejny. Pospolite ale nieufne i ostrożne kruki okazały się trudnym celem wymagającym dużej dawki cierpliwości. Natomiast myszołowy kojarzyły mi się z napakowanymi bandziorkami ufnymi w swoją siłę i z czatowni okazały się znacznie łatwiejsze do focenia niż się spodziewałem.

 Cała sesja trwała krótko, niecałe pół godziny. Nie dość że miałem mało kurczaka, to jeszcze część została porwana przez podlatujących zwiadowców. Mimo to widowisko uznałem za udane. Przede wszystkim byłem zadowolony z tego że z czatowni można robić zdjęcia nawet 200-milimetrowym "ogryzkiem" który po raz kolejny pokazał co potrafi jego światełko i ostrość przy tak kiepskiej pogodzie.



#23 August

August
  • Lokalizacja:
    Warszawa

Napisano 11 grudzień 2021 - 14:31

@Maślak bardzo fajna relacja, chociaż trzeba chwili czasu żeby na spokojnie poczytać :-)

No i światła zdecydowanie zabrakło...


Nikon FX i Olympus m4/3


#24 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 12 grudzień 2021 - 13:54

@Maślak bardzo fajna relacja, chociaż trzeba chwili czasu żeby na spokojnie poczytać :-)
No i światła zdecydowanie zabrakło...

 

 

Jestem mniej więcej na półmetku tworzenia tej wielkiej epopei (czy jak to się fachowo nazywa), więc jest szansa że kto dobrnął z czytaniem do tej pory to niedługo doczeka się i zakończenia
W okresie jesienno-zimowym światła tutaj  zawsze brakowało, brakuje i będzie brakować. Niektórzy ludzie z innych regionów Polski twierdzą że Kaszubi musieli podpaśc Panu Bogu skoro na nich ciągle pluje :D



#25 August

August
  • Lokalizacja:
    Warszawa

Napisano 12 grudzień 2021 - 16:55

Cóż, Mazowsze w tym toku wcale nie ma lepiej :-)

czekam zatem na ciąg dalszy.


Nikon FX i Olympus m4/3


#26 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 4 tygodni temu

Sezon 2018 (1 i 6 maja)

 

 Leżałem na wznak i od czasu do czasu spoglądałem spod szczypiących z niewyspania powiek w otwór okienka. Za którymś razem czerń nocy ustąpiła przed szarością  świtu. Jeszcze trochę i można zacząć dyżur- pomyślałem i znowu zamknąłem oczy wsłuchując się jak Żurawisko budzi się ze snu świergotem polnych ptaków i melancholijnym krakaniem pojedynczych kruków. Zrobiło się jeszcze jaśniej i przysunąłem się do aparatu. Przez mgielny opar zalegający nad torfowiskiem przebijała już szara zieleń brzóz i sosen. Włączyłem aparat i wcisnąłem do połowy migawkę- wyświetlacz pokazał krótki czas, AF nie gubił się- można czekać.

                                                                                                 *

 Odkąd zacząłem na poważnie zabawę w fotografię polubiłem tę porę dnia. Najwięcej się wtedy działo, zwierzaki schodziły swoimi ścieżkami z żerowisk do dziennych ostoi i chociaż rzadko udało się zrobić jakieś dobre zdjęcie to jednak dość często zdarzały się sytuacje które zapisały się w pamięci równie trwale jak na karcie. Takie ciekawe zdarzenia miałem w leśnej czatowni na malutkiej polance gdzie biegały różnego rodzaju sierściuchy od tchórza poczynając a na chmarze jeleni kończąc. Nasiadówki w dołku przykrytym gałęziami i siatką zaczynałem ok. piątej rano i siedziałem dwie, czasem trzy godziny, po ósmej ruch zamierał i nie było po co siedzieć dłużej. W tych leśnych nasiadówkach ze względu na mrok długo zalegający na lesie używałem Canona 200/2,8 który w tych warunkach okazał się doskonałym szkłem.

 Któregoś poranka na polankę wyszedł lis. Zamiast jak zawsze do tej pory przebiec ją truchtem, tego dnia myszkował zbliżając się do dołka w którym siedziałem. Wodziłem obiektywem za poruszającym się rudzielcem usiłując złapać dobry kadr aż wreszcie lis przystanął na chwilę przy czatowni obwąchując jakiś pniak i dał mi czas na umieszczenie czerwonego punktu AF na jego oczach. Nacisnąłem migawkę, autofokus przeleciał szybko cały zakres ostrości, ale w wizjerze cały czas migała zielona kropka. Zdziwiłem się, przecież przed dołkiem wyrwałem wszystkie pędy malin i trawy które mogłyby zatrzymać AF. Może gdzieś zostało jedno źdźbło którego nie widzę przez obiektyw bo zostało rozmazane przez bliską odległość? Już miałem w tym miejscu taki przypadek że kilka trawek zamieniło tchórza w szarą plamę. Lekko przesunąłem obiektywem w bok i znowu nacisnąłem migawkę i znowu z takim samym skutkiem. Odchyliłem się od aparatu żeby sprawdzić czy nie ma czegoś między obiektywem a rudzielcem i tym ruchem spłoszyłem lisa. Poirytowany wyszedłem z dołka i dokładnie przejrzałem teren między czatownią a pniaczkiem przy którym był lis- nie było żadnej przeszkadzajki. Jak to możliwe że takie fajne szkiełko zawiodło? Wróciłem do dołka i wycelowałem w najbliższy patyk. Pstryk- i na wyświetlaczu wyskoczył ostry portret drewienka.

 Po powrocie do domu zmieniając obiektyw na tele spojrzałem na przełączniki na korpusie 200-setki. Przyjrzałem się suwakowi zakresu ostrości: od 3,5 m wzwyż i 1,5 m wzwyż- miałem ustawione od 1,5 m. Przy następnym wyjściu do dołka zabrałem ze sobą miarkę i zmierzyłem odległość od aparatu do pniaczka który obwąchiwał lis. Było 1,3 metra.

 Przy którymś z kolejnych posiedzeń w leśnym dołku usłyszałem przechodzącą gdzieś z boku sarnę. Spojrzałem tam i przez gałęzie pokrywające dołek ujrzałem ją jak szła w kierunku polanki. W pewnym momencie stanęła i usłyszałem jakąś szamotaninę. Przez gałęzie i podszyty ujrzałem jak sarna gwałtownie porusza głową głośno szeleszcząc w krzakach. Wychyliłem się z dołka żeby zobaczyć co się dzieje. To koziołek idąc spokojnie przez las zaplątał się swoimi parostkami w rzadkich bukowych podszytach. Byłem zdumiony- jak on tego dokonał? Przecież nawet jelenie ze swoimi dużymi porożami miały swoje ostoje w większych gęstwinach, a ten zaplątał się swoimi różkami w jednym buczku. W każdym razie koziołek szarpał się jeszcze przez chwilę zanim się uwolnił i poszedł dalej w las. Do domu wróciłem z pustą kartą ale za to z widokiem szarpaniny kozła trwale zapisanym w mej pamięci.

                                                                                                      *

 Wpatrywałem się w mgłę zalegającą nad Żurawiskiem licząc po cichu na pojawienie się rzadko zaglądającego tu lisa. Jednak w oddali zamiast niego z wierzbiny wysunęła się sylwetka sarny. Złapałem ją w obiektyw- fajnie, koziołek! Może podejdzie bliżej i będzie inne dobre zdjęcie oprócz żurawi? Ale kozioł wszedł na bagno z dala od czatowni,

 

1.jpg

 

... przystanął na chwilę ładnie pozując w porannej mgiełce

 

1.jpg

 

... po czym skoczył do biegu2.jpg

 

... i zaczął dokazywać na bagnie tryskając spod raciczek bryzgami wody3.jpg

 

 Przez chwilę usiłowałem go złapać w obiektyw, ale po chwili zrezygnowałem z tego i zafascynowany oglądałem wciągające widowisko. Przykryte mgłą Żurawisko w szarym świetle świtu zamieniło się nagle w mroczną krainę z opowieści fantasy w której fontanny wody wzbijane przez kozła zamieniły go w jakiegoś mitycznego stwora. Wiem że te porównania mogą śmieszyć, ale o "szarej godzinie" można zobaczyć różne dziwy. Kiedyś, wieczorem już po zachodzie słońca, widzieliśmy z Elfikiem jak długie cienie zamieniły watahę dzików płynącą przez rozlewisko... w  krokodyle!

  "Jednorożec" zwolnił na chwilę przybierając swoją sarnią postać

 

1.jpg

 

... i po krótkim odpoczynku znowu zaczął dokazywać

4.jpg

 

5.jpg

 

6.jpg

 

... i zniknął w lesie po drugiej stronie bagna:

 

7.jpg

 

8.jpg

 

Wraz z nim zniknęła cała magia chwili więc przyłożyłem się do drzemki w oczekiwaniu na żurawie. Jak już się wyspałem wyjrzałem przez okienko na bagno i mocno się zdziwiłem- pomimo jesiennego odchwaszczania na scenie zazieleniło się gęsto od małych brzózek. Zaniepokoiłem się, wyglądało na to że ścięte jesienią drzewka jednak odbiły i znowu trzeba się będzie z nimi rozprawić ale w inny sposób. Syzyfowa praca. Dwadzieścia lat temu w tym miejscu taplały się kaczki a miejscowa dzieciarnia pływała na tratwie. Dzisiaj biegają tu sarny a za kilkanaście lat będzie rósł las zajęty przez dziki i jelenie. A na razie trzeba będzie znaleźć inny sposób na wyłuskanie żurawi w tych ekspansywnych brzozach bo już jeden krzykacz wszedł w brzeziniak ani myśląc wyjść przed czatownię. Wodziłem za nim obiektywem i zrobiłem kilka fot. Po krótkiej sesji sprawdziłem zdjęcia na wyświetlaczu- nic ciekawego. Jeden ptak pomimo soczystej zieleni młodych brzóz ostre słońce jakby odbarwiło szarego żurawia. I zabrakło jeszcze czegoś... Tego porannego klimatu z mgiełką który zmienił poranne harce kozła w niemal baśniowe widowisko. Zrezygnowałem z dalszej nasiadówki, przyjdę za tydzień przeżyć kolejny świt w miejscu tak pospolitym a jednocześnie niezwykłym w zależności od pory dnia.

 Jednak następne wyjście nie przyniosło żadnych emocji. Chociaż znowu pojawił się kozioł

 

1.jpg

 

... a potem koza:

1.jpg

 

... a nawet dwie:

2.jpg

 

... było jakoś "standardowo", by nie powiedzieć- nudno. Czyżby to były oznaki rutyny?. Ale to dopiero początek dnia, może później uda się wreszcie strzelić małego żurka? Jednak tak jak tydzień temu pojawił się tylko jeden ptak którego trudno było złapać czysto zza brzozowych odrostów:3.jpg

 

 Poczekałem aż odejdzie i spakowałem sprzęt. Spróbuję szczęścia jak będzie weekend z częściowym zachmurzeniem.

 Niedługo potem pojechałem na szpital na prosty zabieg i chociaż to nie było nic poważnego to przez medyczne procedury straciłem resztę sezonu. Gdy ze zdrowiem wszystko się unormowało była już jesień i poszedłem zajrzeć na bagno sprawdzić co jest z tymi brzózkami. Okazało się że WSZYSTKIE wycięte drzewka odbiły nowymi pędami z korzeni. Jesień zapowiadała się pracowicie.



#27 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 4 tygodni temu

 Wyciąć chwasta-sezon drugi

 

 Jesienią czatownia czasowo przejęła funkcję szopki na narzędzia ogrodnicze, a ja niczym Shrek działałem na (nie) swoim bagnie. Najważniejsze to było wyciąć wszystkie odrosty, więc pierwszego dnia roboty ruszyłem do walki uzbrojony w siekierkę. Jedną ręką odgiąłem w bok bezpieńkę a drugą machnąłem siekierką przy pieńku żeby odciąć korzenie. Chlapnęło w twarz błotem, przy próbie wyciągnięcia siekierki rant jej ostrza zaczepił się o plątaninę torfowców. I tak było prawie za każdym zamachem toporka. W ten sposób dużo się narobię a gówno zrobię. Trzeba znaleźć inny sposób na wycięcie tych odrostów- pomyślałem. Ale skoro już tu jestem to zrobię ile się da i zawzięcie machałem dalej. Nie minęło dużo czasu jak po twarzy spływała błotnista woda od rozbryzgów, skórzane rękawice robocze przemokły i zimno zaczęło kąsać w paluchy, bolące od ciągłego schylania się plecy domagały się przerwy bo w tym mokradle nie można ani przyklęknąć, ani przykucnąć żeby się nie zamoczyć. Długo tak się nie dało pracować, więc żeby już nie tracić dnia wziąłem się za wyrywanie małych siewek brzozy i sosny. Chromolę zostawianie małych drzewek bo są ładne na zdjęciach- za  dwa-trzy lata będą duże i będzie z nimi dużo roboty. A i tak w tych trawach nie znajdę wszystkich więc coś na pewno wyrośnie. I tak minął pierwszy dzień odchwaszczania.

 W następną sobotę przyszedłem uzbrojony w piłę-nóż do cięcia rigipsów. Wąskie ostrze dobrze sobie radziło w tych torfach z cięciem korzeni odroślaków, ale było trochę za długie i za cienkie i się wyginało. Mimo to szło szybciej i lżej niż machanie siekierą, tylko od ciągłego schylania się bolały plecy i trzeba było robić przerwy na prostowanie gnatów. Wyciąłem już większość odroślówek

gdy cienka piłka "wygła"się tak że nie można było jej używać. Nie przejąłem się tym- w domu ją skrócę i będzie jeszcze poręczniejsza. A teraz można się zmierzyć z kępą łozin po lewej stronie czatowni które od niedawna skutecznie zasłaniały rewir pary "Niemców". Był to rosnący kilka metrów od czatowni łan wierzbowych witek, cienkich i gładkich niczym rowerowe szprychy , a przy tym dobrze ukorzenionych i niemożliwych do wyrwania ręcznie. Nie dość, ze jak to wierzby szybko rosły, to jeszcze zaczęły rozprzestrzeniać się na scenę. Naokoło każdej takiej witki trzeba było siekierą naciąć darń i taką bryłkę podważyć motyką. I oczywiście wynieść to poza bagno. W wierzbinie otaczającej Żurawisko rosły stosy brzozowego chrustu i kupki torfu które zaczęły zajmować coraz więcej miejsca. Jeszcze kilka lat takiego odchwaszczania i trzeba będzie wynosić to jeszcze dalej. Po raz kolejny ogarnęły mnie wątpliwości  czy warto bawić się w wycinkę- ile dni w roku poświęcam tu na zdjęcia, a ile bawię się z tą zieleniną? Ehh, za dużo filozofuję a za mało robię; czy warto robić okaże się na wiosnę i wtedy będę marudził!

 W domu skróciłem wygiętą piłkę i w następne dni wycinka odrostów poszła jeszcze szybciej. Mimo to wolałbym mieć mocniejsze narzędzie i pomyślałem nad zrobieniem takiej piły z prowadnicy od pilarki. I przy okazji warto spróbować zwęzić i zaostrzyć w szpic szpadel przerabiając go na łopatę do cięcia torfu. Ale to dopiero po zakończeniu prac na bagnie.

 Po uporaniu się z odrostami i łoziną zabrałem się za brzeziniak. Ale teraz, zamiast przerzedzać brzeg zagajnika, wyciąłem w nim trzy czy cztery wizury. Przecinki szerokości 2-3 metrów wchodziły głęboko w brzezinę i usuwałem na nich wszystko jak leci. Trzeba było często wchodzić do czatowni i przez obiektyw sprawdzać czy są proste i czy jakaś gałąź czy wychylone z boku drzewo nie będą na niej zasłaniać przechodzących żurawi.

 Po zakończeniu jesiennych prac na bagnie byłem ciekaw jakie efekty będą za kilka miesięcy- ale na to trzeba cierpliwie zaczekać.



#28 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 3 tygodni temu

Sezon zimowy 2018/2019

26 grudnia 2018

 

 Choinka wstawiona i wystrojona, do kolacji wigilijnej jeszcze kilka godzin, a w ciasnej kuchni tylko bym przeszkadzał w przygotowaniach więc wyrwałem się na Żurawisko sprawdzić czatownię i sypnąć kurzej sieczki przed planowaną na drugi dzień świąt sesją. Było południe, niestety jak zwykle o tej porze roku pochmurne. Mimo to z przyzwyczajenia oprócz "flaczków" zabrałem też plecak ze sprzętem w myśl zasady że najlepsze zdjęcia to te których się nie zrobiło bo akurat nie wzięło się aparatu. Na Żurawisku nic się nie działo, tylko kruki jak zwykle okupowały po drugiej stronie mokradła swój świerkowy zagajnik i krążyły nad sąsiadującą z nim hodowlą danieli i jeleni. Sypnąłem na scenę kurzą siekankę obok przyniesionego jesienią pieńka, ale tym razem zamiast od razu wrócić do domu, widząc krążące w pobliżu kruki, postanowiłem wejść do czatowni i sprawdzić co będzie się działo. W budzie rozstawiłem sprzęt, wyłożyłem się na grubej gąbce i spojrzałem na zegarek- było po dwunastej. Już po kilku minutach nad zanętą zakrakali pierwsi zwiadowcy. Wkrótce łopot skrzydeł przed czatownią zasygnalizował lądowanie pierwszego głodomora. Ostrożnie spojrzałem przez wizjer- jest!

 

1.jpg

 

 Zerknąłem na zegarek- czekałem do pierwszego zdjęcia zaledwie 15-20 minut! Wkurzyłem się, i to mocno. Przyszedłem w środku dnia i już po kilkunastu minutach można focić, a ja z przyzwyczajenia zrywam się po nocach i potem żeby ich nie płoszyć swoją obecnością marznę oczekując aż te czarne dranie się obudzą. A im koło pióra lata że jakiś głupek pokaże się na chwilę, ważne że da coś zjeść i znika. Eh, dobrze mówią że człowiek uczy się przez całe życie.

 W drugi dzień świąt nie nastawiłem budzika i pospałem sobie dłużej niż to planowałem jeszcze dwa dni temu. Bez pośpiechu zjadłem śniadanie, na spokojnie wypiłem kawusię i po raz pierwszy od lat wyszedłem do czatowni za jasnego widu zabierając ze sobą tylko jeden termos zbożówki zamiast dotychczasowych dwóch. Rozstawiłem w budzie sprzęt i sypnąłem na scenę solidną porcję siekanki. Kiedy przylecą?- zastanowiłem się patrząc na kraczące czarne plamy pstrzące zieleń świerków i szare niebo.

 przysiadłem w kącie czatowni oczekując na zlot kruków. Wreszcie jakiś zwiadowca wylądował. Nie wytrzymałem i spojrzałem przez okienko płosząc bystrookiego ptaka, ale za to na skraju brzeziniaka ujrzałem spokojnie pasące się sarny:

 

2.jpg

 

3.jpg

 

O tej porze? Zawsze pojawiały się o świcie a teraz jest wpół do dziesiątej! Ale to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, zawsze to jakieś urozmaicenie. Sarny jeszcze  przez kilka minut zżerały sosnowe pędy i zniknęły, na Żurawisku zrobiło się pusto i położyłem się nasłuchując odgłosów bagna. Wkrótce przez krakanie kruków przebił się skrzekliwy głos sroki. Przyłożyłem się do aparatu- siedziała na pieńku:

 

4.jpg

 

... i po chwili sfrunęła do mięcha. To z kolei zachęciło zwiadowcę który również najpierw usiadł na pieńku

 

5.jpg

 

... i po chwili dołączył do sroczki by zaraz zostać przegonionym przez myszołowa. Ten także najpierw skorzystał z pieńka

 

6.jpg

 

7.jpg

 

8.jpg

 

... by objąć swoimi skrzydłami w posiadanie kurzą siekankę:

 

1.jpg

 

2.jpg

 

3.jpg

 

 Myszoł posilał się spokojnie...

 

4.jpg

 

... a że mięska było dużo, wróciły przegonione wcześniej ptaki i wszyscy w zgodzie korzystali ze stołówki:

5.jpg

 

6.jpg

 

7.jpg

 

 Po pół godzinie na stołówce zrobiło się pusto, tylko czasem przeleciał jeszcze jakiś poszukiwacz resztek

8.jpg

 

 Spojrzałem na zegarek- w sumie przesiedziałem jakieś 2,5 godziny, jakieś zdjęcia porobiłem... Wyszło by fajnie, tylko ta pogoda... Przy słoneczku i mniejszym ISO można by coś wykadrować, sroka nabrałaby kolorków a kruki cieni. Ale jeszcze kiedyś trafię zimowy weekend ze słońcem.



#29 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 3 tygodni temu

 19-20 styczeń 2019

 

 Pogodynka zapowiedziała na weekend przejaśnienia. Do listy zakupów domowych dopisuję solidną porcję korpusów i w sobotę prawie rutynowo- pobudka,  lekkie śniadanie itd. Prawie- bo znowu nie nastawiłem budzika. I oczekiwanie na ptaki nie było tak nużące- przecież byłem wyspany i nie marzłem oczekując na nadejście dnia.

 Skrzekliwy głos sroki przełączył mnie z trybu "nasłuch" w tryb "gotów do focenia". Na pieńku siedziała sroczka która po chwili zastanowienia zeskoczyła do mięska. Cyk! Spojrzałem na wyświetlacz- nawet fajnie by wyszło, tylko zdjęcie wyszło czarno-białe. Gdzie te zapowiadane przejaśnienia?! Na szczęście po kilku minutach niebo rozjaśniło się i  czarno-biała sroka nabrała kolorów:1.jpg

 

 Zlatujące się do mięsa kruki kotłowały się w śniegu ale nie zważałem na nie. Korzystając z przebłysków słońca uparłem się zrobić zdjęcie kruka w locie i wypróbować w warunkach bojowych zakupionego kilka miesięcy wcześniej canona 400/5,6. Ciężko było- próby zrobienia fot przypominały bardziej komputerowe gry w kowbojskie strzelanki i wyświetlacz pokazywał przeważnie fragmenty latających chaotycznie ptaków. Z kilkudziesięciu zrobionych zdjęć w domu udało się coś wycisnąć z zaledwie dwóch:

 

2.jpg

 

1.jpg

 

 Pochłonięty celowaniem do kruków nawet nie zauważyłem kiedy skończyła się zanęta i scena opustoszała. Dochodziło południe, pogoda dopisywała więc postanowiłem wrócić do domu okrężną drogą przez dolinę Stregi. Była to wąska, bagnista dolina przez którą usiłowała płynąć mulista strega, czyli struga. Zbocza wąskiej doliny były porośnięte lasem, toteż w Stregach, pomimo że zwierzaków było dużo, było zawsze ciemno więc i warunki "niefotograficzne". Ale że było południe, w nagrodę za wybranie dłuższej trasy do domu, na ścieżkę wyszedł mi taki bonus:

3.jpg

 

 Następnego dnia było jeszcze więcej słońca, pojawił się też nieobecny wczoraj myszołów:

1.jpg

 

2.jpg

 

2.jpg

 

 Aktywność myszaka ograniczała się tylko do żarcia, więc zdjęcia "zręcznościowe" trenowałem na srokach i krukach:

3.jpg

 

4.jpg

 

5.jpg

 

6.jpg

 

7.jpg

 

  3.jpg

 

 Wynik zdjęć trafionych okazał się lepszy niż wczoraj co zachęcało do dalszych treningów. Aby tylko to słoneczko częściej tu zaglądało...



#30 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 2 tygodni temu

 24 luty 2019

 

 Przez chmury i okna w domu przebłyskuje słońce. Wyciągam z zamrażalnika czekającą na taki dzień siekankę, do aparatu podpinam 200/2,8 a 400/5,6 ładuję do plecaka. Szybki marsz i po kilkunastu minutach sypię mięcho i wchodzę do czatowni. Filuję z dwusetką na przylot jakiegoś ptaka z nadzieją  że złapię go w locie. Z tej odległości dwusetka daje wystarczająco szeroki kąt żeby złapać w całości coś dużego lecącego w kadr, ma szybki AF i jest bardzo ostra, wyraźnie ostrzejsza od 400/5,6 i przy obróbce można robić duże powiększenia. Niestety, znowu zrobiło się pochmurno i z kruków wyszły czarne plamy. Przyleciał też myszołów, jak zwykle nie wiadomo skąd i jak zwykle nie wiadomo kiedy i jak zwykle z moich planów zrobienia zdjęcia w locie nic nie wyszło.1.jpg

 

 Ale na pocieszenie wyszedł lis który na Żurawisku do tej pory bardzo rzadko przemykał skrajem bagna i skutecznie unikał wejścia w obiektyw. Teraz, wiedziony zapachem mięsa, z nosem tuż przy ziemi...2.jpg

 

... dał mi czas na zmianę obiektywu i rozpoczęcie fajnej sesji. A to pokazał ząbki:

3.jpg

 

... a to puścił oczko:

4.jpg

 

... albo pokazał język:

5.jpg

 

 Chętnie też pozował z krukami:

6.jpg

 

...srokami:

1.jpg

 

... albo z całą ferajną:

1.jpg

 

 Gdzieś po półgodzinie rudzielec się najadł i do resztek zaczęło się zlatywać czarne bractwo dając okazję do treningu zdjęć w locie:

2.jpg

 

 

 

3.jpg

 

2.jpg

 

 Pojawił się też odgoniony wcześniej przez lisa myszołów który krążył sobie gdzieś w pobliżu. Znowu podpiąłem dwusetkę licząc na fajną fotę ale jak zwykle myszoł  miał gdzieś moje zachcianki i nawet nie raczył spojrzeć w moim kierunku:

4.jpg

 

... więc wróciłem do czterysetki i portretów:

3.jpg

 

4.jpg

 

5.jpg

 

6.jpg

 

 Kiedy drapole opuściły stołówkę ja też zwinąłem się do domu i wracając okrężną drogą przez Stregi przy okazji pobawiłem się w chowanego z chmarą jeleni:

7.jpg

 

8.jpg



#31 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 2 tygodni temu

 Sezon letni 2019

 

 Nadszedł kolejny sezon wiosenno-letni, a właściwie tylko letni bo wiosną polowałem na coś innego niż żurawie. A który to z kolei? Już piąty? No to fajnie! Budując czatownię zakładałem  ze będę z niej korzystał trzy do pięciu lat. Albo po trzech latach znudzi mi się focenie tych samych ptaków w tych samych miejscach, albo po pięciu latach zaczną się sypać ściany budy zrobione z płyt osb. Tymczasem miejscówka nie znudziła mi się chociaż z letnich sesji przynosiłem do domu coraz mniej zdjęć bo coraz trudniej było zrobić lepsze zdjęcia niż te które zrobiłem do tej pory. Cały czas liczyłem też że kiedyś uda mi się zrobić dobre zdjęcie pisklaków. Stan czatowni po kilku latach stania pod chmurką był nadal dobry i buda mogła mi posłużyć jeszcze co najmniej trzy lata bez większego remontu. No i polubiłem te kilkunastogodzinne nasiadówki, więc 3-4 razy w sezonie wyruszałem do mojego "domku letniskowego", jak nazywaliśmy czatownię w domu, by tam zresetować się z dala od cywilizacyjnego stresu i przy okazji porobić jakieś zdjęcia. 

 W 2019 roku zdjęcia wyszły dość słabo, żurawie chodziły gdzieś daleko albo były przepalone mocnym słońcem. Ale jednego lipcowego dnia dwukrotnie ładnie zapozowały w popołudniowym świetle przechodząc przez wycięte jesienią w brzezinie wizurki:

 

1.jpg

 

2.jpg

 

3.jpg

 

4.jpg

 

5.jpg

 

6.jpg

 

7.jpg

 

1.jpg

 

2.jpg

 

3.jpg

 

4.jpg

 

5.jpg

 

6.jpg

 

7.jpg

 

 Oglądając później w domu zdjęcia żałowałem że tak późno wpadłem na pomysł tych przecinek- to był przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Wizurki okazały się nie tylko efektywne, ale też łatwiejsze w wykonaniu niż przerzedzanie całego brzeziniaka i powinny być też łatwe w utrzymaniu. Niestety, zadowolenie z dobrze wykonanej jesiennej roboty przyćmiły trawy wchodzące coraz wyżej od dołu kadrów. Wyrastał, i to dosłownie, nowy problem do zlikwidowania jesienią.



#32 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano Tydzień temu

Wyciąć chwasta- sezon trzeci

 

 Po odlocie żurawi nadszedł sezon porządkowy. W październiku żółte listki małych samosiejek brzozowych błyskały wyraźnie wśród szarozielonych wysokich traw, czasem można też było dostrzec jasną zieleń sosenek. Brodziłem po torfowisku  wypatrując owych płomyków brzozowych niczym bocian szukający żab i skrzętnie je wyrywałem. Po oczyszczeniu sceny i wizurek z tych nalotów wyciąłem grubą brzozę rosnącą na przedłużeniu jednej z przecinek. Obrabiając w domu zdjęcia z ostatniego zimowego sezonu czasem w głębi kadru pojawiała się gruba biała kolumna która wyraźnie szpeciła zdjęcia odwracając uwagę od drapoli więc przy okazji jesiennych porządków pozbyłem się jej.

 Po oddrzewieniu sceny przyszła pora na sprawdzenie skąd się wzięły przeszkadzające wysokie trawy na letnich zdjęciach. Niestety, torfowisko kurczyło się i kożuch mchów torfowych ustępował przed coraz gęstszym sitowiem i trawami. Kiedy stawiałem tu czatownię jej przednia ściana była na zielonym kożuchu torfowców, a teraz w pasie szerokości około pół metra rosły wełnianki i inne trawska które sięgały górnego okienka. Zimą problemu nie było bo czego nie przygniótł śnieg to szybko i skutecznie można było wydeptać. Poza pasem litego ziela rosnącego na murszu rozpościerał się dywan torfowców gęsto poprzerastany kępami traw. A te z roku na rok będą coraz gęstsze. Potraktować je wykaszarką? Odpada, będą szybko odrastać. Trzeba bardziej skutecznej metody. A że nie mam napalmu to wytnę (wykopię) to dziadostwo z korzeniami na powierzchni ok. 2 x 2 metry.

 Tydzień później zmieniłem czatownię na skład narzędzi ogrodniczych i przystąpiłem do roboty. Ile czasu może zająć wykopanie dołu 2 x 2 x sztych szpadla? Kilka dni! Wykopanie wąskiego paska traw na murszu przy samej czatowni poszło normalnie, ale gdy doszedłem do torfowców pojawił się duży problem- nie można było wbić łopaty. Przypominało to kopanie w stercie szmat. Zacząłem ciąć mech siekierą na kwadraty szerokości szpadla ale nie dało się tego podważyć bo splątane mchy sięgały głęboko i nie dały się podciąć. Również duża i ciężka motyka do cięcia darni nie dała rady torfowcom. Wkrótce byłem mokry od środka od potu i od zewnątrz od wody pryskającej spod siekiery i motyki, do tego wlała mi się zimna woda do gumaków. Dopiero wtedy zorientowałem się że dreptając w miejscu rozmiesiłem torf w rzadką breję w którą zapadałem się coraz głębiej. No nieee! Tak się nie da pracować! Szkoda czasu i zdrowia na taką szarpaninę. Poszedłem do domu na gorącą kąpiel i przejrzeć czy mam jakiś sprzęt którego jeszcze nie wypróbowałem na bagnie. I rozważyć czy to kopanie ma jakiś sens.

 W tygodniu przeglądając zdjęcia zrobione do tej pory na Żurawisku stwierdziłem ze jednak warto się pomęczyć, tak samo jak warto było pozbyć się sitowia i wyciąć wizurki, późniejsze utrzymanie porządku na scenie zabierało zdecydowanie mniej czasu i wysiłku. Jeżeli tej jesieni pozbędę się tego ziela to za rok wystarczy tylko usunąć te kępki które wyjrzą ponad wodę w wykopanej kałuży. Tylko czym wydrzeć to poplątane zielsko? Jakie narzędzie będzie w stanie wbić się w torfowce? Haczka do kopania kartofli!

 W następną sobotę z haczką na ramieniu i szeroką deską pod pachą pomaszerowałem na Żurawisko. Przed czatownią położyłem dechę i balansując na niej wyciąłem siekierą pas traw i mchu i zacząłem go drzeć haką. Chociaż nie było wcale lżej niż łopatą i motyką, to jednak haczką szło szybciej i dokładniej. Jednak nie popracowałem długo bo deska, chociaż szeroka, jednak gibła się i znowu chlupnąłem nogą w breję i zalałem gumofilca. Wkurzony wróciłem do domu tracąc kolejny dzień.

 W następny weekend zamiast deski przytargałem na bagno kawał grubej płyty paździerzowej i znowu zacząłem drzeć pasy z torfowiska. Płyta była stabilna, ale znowu musiałem przerwać robotę bo zahaczyłem większą kępę mchów i szarpiąc się z nią siadłem na dupę w błoto. Trzeci stracony dzień!

 W kolejne weekendy nacinałem już mniejsze kawałki ziela i uważałem żeby znowu nie umoczyć aż wreszcie przed budą była tafla wody bez przeszkadzajek. Co prawda mniejsza niż planowane dwa na dwa, ale kontrolna fota z dolnego okienka sugerowała że latem zdjęcia wyjdą lepiej. Gdy w kwietniu przyszedłem zrobić w czatowni wiosenne porządki sprzed budy zerwała się para krzyżówek która zajęła sobie to maleńkie oczko wodne. Zdumiony obserwowałem przez chwilę odlatujące kaczki i w głowie zakiełkował kolejny pomysł- może jesienią zrobię jeszcze jedną dziurę w torfie kilkanaście metrów dalej i w ten sposób zwabię kolejne gatunki do focenia?

 Jednak bagno może wciągnąć człowieka!



#33 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano Tydzień temu

 Kwiecień 2020

 

 Sezon zimowy 2019/2020 był na Żurawisku krótki. Zrobiłem zaledwie kilka zdjęć w listopadzie...

1.jpg

 

2.jpg

 

1.jpg

 

1.jpg

 

2.jpg

 

...by na resztę zimy przenieść się na inną miejscówkę z myszołowem-albinosem i bielikiem. Po zimowym sezonie nadeszła ciepła i pogodna wiosna, więc w któryś kwietniowy weekend poszedłem na Żurawisko porobić porządki i poprawić budę.

 Po kilku latach stania w wodzie zaczęły pękać nadgniłe deski palet na których stała czatownia. Na szczęście były to deski wierzchnie palety od strony wejścia, więc to nie przeszkadzało. Wystarczyło położyć nową płytę na podłodze, zwłaszcza że dotychczasowa cienka podłoga z płyty pilśniowej nabrała wilgoci i zaczęła się rozpadać. Ściany, dach i paleta od strony sceny były w dobrym stanie więc przyciąłem na wymiar grubszą płytę na podłogę i ruszyłem do czatowni. Byłem od niej kilka kroków gdy nagle sprzed budy z furkotem wystrzeliły dwie krzyżówki. Uśmiechnąłem się- nie tylko ja jestem zadowolony z wykopanego jesienią "oczka wodnego". Zamiotłem śmieci, położyłem nową podłogę, poprawiłem kawał wykładziny którą była wyłożona czatownia i wrzuciłem materac z grubej gąbki który po ostatniej zimowej sesji zabrałem do domu do wysuszenia i wyczyszczenia. Czatownia była gotowa do następnego sezonu. 

 

 24 kwietnia 2020

 Rozjaśniło się, żurawie już dawno odkrzyczały swoją pobudkę, jednak zamiast nich na scenę wkroczył bocian.

1.jpg

 

 Pierwszy raz zobaczyłem tego gościa na Żurawisku. Ucieszyłem się bo bocianów w okolicy było mało i pierwsze zdjęcie tego niby pospolitego ptaka zrobiłem dopiero rok temu i to na Biebrzy. Bociek zrobił rundę po mokradle i gdzieś zniknął, a po godzinie przed czatownią wylądował kruk. Bez nęcenia i w pełnym słońcu!

2.jpg

 

2.jpg

 

 Ale to nie był koniec niespodzianek w tym dniu- w południe przed czatownią pojawiła się czapla. Do tej pory czaple na Żurawisku czasem filowały w szuwarach nad pozostałym spłachciem otwartej wody odległym od czatowni na tyle daleko że nie dało się zrobić dobrych zdjęć, a teraz miałem ją jak na przysłowiowej patelni. Trochę się zdziwiłem czego ten rybojad szuka w trawach i murszu, ale niedługo ptaszydło pokazało na co poluje:

5.jpg

 

3.jpg

 

6.jpg

 

 Po skonsumowaniu gadziny czapla wyruszyła na dalsze łowy i niedługo po niej głośny okrzyk  oznajmił nadchodzącego żurawia który zrobił samotną rundę przed czatownią:

3.jpg

 

4.jpg

 

 Żuraw pozował krótko i wrócił do rodziny na gniazdo ustępując miejsca czapli która znowu pojawiła się przed czatownią wypatrując czegoś w trawach:

4.jpg

 

5.jpg

 

 Tym razem nic nie znalazła i poszła sobie dalej. Przed czatownią zrobiło się pusto, było ciepłe, słoneczne popołudnie. Chwilę się zastanowiłem- żurawie teraz jeszcze wysiadują na gnieździe, młode lęgną się w pierwszomajowy weekend lub tuż po nim i dzisiaj nie zrobię zdjęć całej rodziny. Dobra pogoda miała się utrzymać jeszcze długo, za dwa tygodnie na pewno będą młode i bagno będzie się zielenić dając fajne tło. Dzisiejsza sesja z czaplą była bardzo udana i nie ma sensu siedzieć do wieczora za jednym żurawiem, za dwa tygodnie posiedzę cały dzień żeby złapać kolejne pokolenie bagiennych "strusi".

 Z tymi planami poszedłem do domu w błogiej nieświadomości że była to ostatnia sesja z tej czatowni.



#34 August

August
  • Lokalizacja:
    Warszawa

Napisano Tydzień temu

bardzo fajna opowieść, czytałem i oglądałem z wielką przyjemnością

i czekam na ciąg dalszy :-)


Nikon FX i Olympus m4/3


#35 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano Tydzień temu

@August W podziękowaniu za przychylny komentarz zapodaję kolejny odcinek opowieści. Niestety, ostatni z części "literackiej" i niefajny.

 

Ostatnie wyjście     16 maj 2020

U góry migotały gwiazdy. W lesie po lewej załomotała spłoszona wataha brudasów. Na łące po prawej podskakiwały ciemniejsze plamy uciekających syrenek. Za zakrętem ciemność nocy rozbiła łuna świateł od małej przepompowni gazu oświetlonej niczym centrum Nowego Jorku. Zza przepompowni usiłowało się przebić światło kilku ulicznych lamp najmniejszej wsi w gminie. Jeszcze dalej migały czerwone światła odległego masztu radiowo-telewizyjnego. Skręciłem w dziurawą polną drogę prowadzącą do mokradła i po chwili maszerowałem już jego skrajem i spoglądałem poprzez noc w kierunku niewidocznego,  odległego o kilkadziesiąt metrów gniazda ptaków od których bagno wzięło swoją nazwę. Doszedłem do pasa wierzb, przy jednej z nich, grubszej od pozostałych, skręciłem do czatowni i stanąłem jak wryty a serce podeszło mi do gardła- czatowni nie było. Przełknąłem serducho na swoje miejsce i przeszedłem przez pas paproci. Przede mną w ciemności leżała sterta płyt która niedawno była moją czatownią. Stałem jak kołek patrząc na to rumowisko, a po czapką rozpętała się burza myśli i pytań na które zapewne nie będzie odpowiedzi. Kto? Dlaczego? Miejscowi czy obcy? Kiedy? Czy komuś się naraziłem czy ktoś rozładował nadmiar szczeniackej energii? Itp, itd...

 Z odrętwienia wyrwał mnie chłód wciskający się pod rozpięty polar. Zdruzgotany powlokłem się do domu. Świecące niedawno gwiazdy roztopiły się w nadchodzącym różowym świcie, zapowiadał się pogodny dzień...

 Kilka godzin później poszedłem znowu na Żurawisko zobaczyć za dnia co tam się stało. wziąłem też narzędzia i worek na śmieci by posprzątać ten bajzel. Na miejscu zdumiała mnie zaciekłość wandali- płyty ścian i dachu zostały porozbijane na mniejsze kawałki i rozrzucone naokoło.

1.jpg

 

2.jpg

 

 Przegrzebałem rumowisko poszukując czterokilogramowej żelazne podstawy do głowicy statywu ale jej nie znalazłem. Ktoś na złomowcu dostanie za nią na piwo- pomyślałem gorzko. Obok leżał wyrzucony materac z gąbki i wojskowy pas którym go spinałem. Przynajmniej to jeszcze się do czegoś przyda. Powykręcałem z płyt wkręty i inne metalowe elementy, do worka na śmieci zapakowałem folię zabezpieczającą dach i materiał którym było obite wnętrze budy. Kawałki płyt zrzuciłem na jedną stertę by później je spalić. Z czatowni pozostała tylko podłoga z palet. Jesienią będzie można zrobić nową budę i postawić ją na starych paletach, wtedy na pewno nie zaleje jej woda- zacząłem snuć plany odbudowy. Rozejrzałem się po Żurawisku- gdzieś tam chodziły żurawie z młodymi, ale w tym sezonie nie zobaczę ich z bliska.

 Wracając do domu przypomniało mi się to co wyczytałem na forum kilka lat temu gdy budowałem czatownię: budę należy dobrze zamaskować nie dlatego że będą jej unikać zwierzaki, bo te się do niej przyzwyczają, lecz żeby nie wypatrzyli jej ludzie.

 Tydzień później poszedłem do czatowni w lesie, ale ta też została zniszczona. Jak mawiają wioskowi poeci:życie to nie je bajka i obu czatowni nie odbudowałem.  



#36 August

August
  • Lokalizacja:
    Warszawa

Napisano Tydzień temu

smutne, ale niestety jakże typowe...


Nikon FX i Olympus m4/3


#37 marekawo (Marek)

marekawo
  • Małomówny
  • 14 postów
  • Lokalizacja:
    Słupca

Napisano 3 dni temu

Jak nie znasz kogoś co tam poluje z tego koła co postawiłeś budkę to zazwyczaj tak się kończy. Mam kilka budek w różnych obwodach, tam gdzie kogoś znam co tam poluje to budki stoją. Dzisiaj zastawiłem trzy kamerki na dukcie, dojezdzie do budy co trzeci raz zniszczyli, prowizorycznie odbudowałem i na świeżym sniegu są tylko moje ślady samochodu, zobaczymy kto się nagra. Myśliwi nie lubią niepotrzebnych gości w łowisku. 


Użytkownik marekawo edytował ten post 3 dni temu


#38 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 452 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 3 dni temu

 Tak się składa że z miejscowym kołem dobrze żyję a czasem też współpracuję. Myśliwym w tej okolicy też niszczono ich urządzenia. Jeden z mieszkańców pobliskiej wioski mówił że zapuszczała się tu grupa "ekologistów" z miasta, a że dość często spotykam się z ludźmi o takiej mentalności to wątpię czy wiedzą co i dlaczego niszczą. 


Użytkownik Maślak edytował ten post 3 dni temu





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych