Skocz do zawartości

Fotoprzyroda.pl używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Polub nas na Facebooku!       

x


Zdjęcie

Żurawisko


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
9 odpowiedzi w tym temacie

#1 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 411 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 27 luty 2021 - 17:01

Pierwsza czatownia

Delete...delete...delete

 Od trzech miesięcy obchodziłem z nowo kupioną sigmą kaliber 150-500 pola i las. Wiedziałem gdzie i kiedy można napotkać zwierzaki i do domu przynosiłem sporo zdjęć. A w domu...

delete...delete...delete...

 Nie dająca się podejść blisko chmara jeleni biegająca po kaszubskich stokach, do tego gęste bukowe podrosty przez które widać tylko fragmenty zwierza. Sarny wciąż w tej samej pozie - zawsze wypięte do mnie tyłkiem i spoglądające do tyłu czy ich nie gonię. Przemykające w oddali lisy, ptasia drobnica strzelana od dołu i niemal zawsze z jakimś patykiem w kadrze. Żadnej

plastyki, duże kontrasty, a więc tylko zdjęcia dokumentalne a nie prawdziwa fotografia. Podchody dawały marny efekt.

...delete...delete...delete...

 Jeżeli nie mogę podejść zwierzaka, to zwierzak musi podejść do mnie. Jak to zrobić? Sprzęt powędrował do szafy a ja zacząłem studiować forum. I szybko wystudiowałem - czatownia!

 Kolejny miesiąc spędziłem na szukaniu miejscówki. Las odpadł od razu - sigma była za ciemna. Za to koło domu jest duża łąka po której hasały sarny, jelenie, dziki i lisy. Pośrodku łąki było małe bajorko przy którym można postawić czatownię bez obawy że będzie przeszkadzać rolnikom a jednocześnie był dobry widok we wszystkich kierunkach. Dwie palety, sześć kołków do których jako "ścianę" przybiłem podwójnie złożoną ogrodniczą matę cieniującą, na górę daszek z dykty i wreszcie o świcie 05.08.2012 zrobiłem pierwsze zdjęcia z czatowni:

11.jpg

 

A potem już co tydzień:

21.jpg

3

2.jpg

 

43.jpg

5

4.jpg

 

 Jesienne porządki i przygotowania do zimy sprawiły że postanowiłem skorzystać z czatowni dopiero zimą - na drapole.

Po nadejściu śniegu i mrozów zacząłem wywalać korpusy kurczaków które szybko znikały w paszczach lisów i dziobach kruków i myszołów. Wreszcie którejś niedzieli wyrzuciłem korpusy przed czatownię i po ciemku wpełzłem do środka. I tu niemiła niespodzianka - wewnątrz było sporo nawianego przez siatkę śniegu, do tego zimny wiatr. Już po kilku minutach telepało mnie z zimna, na szczęście zaczęło się robić jasno i usłyszałem krakanie przelatującego kruka. Jeszcze trochę i będzie widowisko! Niestety, kruk przeleciał jeszcze raz czy dwa i potem nic się nie działo. Gdzieś po godzinie udawania Eskimosa wróciłem skostniały do domu i wskakując do wanny z gorącą wodą stwierdziłem że p......ę zimowe zasiadki.

 Wiosną użytkownik łąki wypuścił krowy i czatownia została rozdeptana.



#2 Andrzej67

Andrzej67
  • Użytkownik
  • 180 postów

Napisano 28 luty 2021 - 18:54

Zimą do czatowni musisz ubrać się jak na duży mróz, nawet gdyby tego mrozu nie było. Siedzisz nieruchomo i w tym cały problem. Lekko przyduże buty na podwójne grube skarpety to podstawa. Wież mi, ze da się kilka godzin posiedzieć bez marznięcia.



#3 Ariston

Ariston
  • Użytkownik
  • 656 postów
  • Wiek: 65
  • Lokalizacja:
    Kraków

Napisano 28 luty 2021 - 19:41

Ja jestem zmarzluch, jak jest zimno np minus 12 st to mam na sobie wiele, wiele warstw. Stosuję też kamizelkę grzewczą zasilaną z power bank. Oraz.... świeczkę wstawioną pod siedzisko. I to działa.

#4 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 411 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 01 marzec 2021 - 19:00

Dziękuję za porady zwłaszcza ta ze świeczką jest ciekawa. Wtedy dopiero zaczynałem przygodę z fotografią i nie miałem żadnych doświadczeń. Następne pięć lat spędzone w budzie z żurawiami dużo mnie nauczyło, ale o tym w następnych odcinkach.



#5 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 411 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 05 marzec 2021 - 21:14

Nowa miejscówka

  Zniszczenie czatowni spowodowało że postanowiłem spróbować innego sposobu maskowania. W domu miałem worek starych, zniszczonych plamiatych i zielonych ciuchów przeznaczonych na szmaty które znajoma krawcowa przerobiła na dużą płachtę maskującą. Koszt - 20 zł. Efekty przeszły moje oczekiwania - któregoś dnia leżąc pod tym "prześcieradłem" na polu jakiś ptak chciał usiąść mi na głowę! Płachta miała jednak swoje wady: była ciężka i zajmowała dużo miejsca w plecaku, latem było duszno i miałem ograniczone pole widzenia, toteż rok później kupiłem siatkę maskującą 2,5 x 2m. Wreszcie miałem coraz więcej udanych zdjęć,  przeważnie futro i czasem wodno-błotne pierze. Jednak nie udało mi się upolować żurawia co stało się niemal moją fotograficzną obsesją.

 Żurawie pierwszy raz na żywo zobaczyłem mając 15 lat gdy z moich rodzinnych Żuław poszedłem do szkoły średniej w lesiste okolice Słupska. Widok tych wielkich, dostojnie kroczących po polach ptaków grających swój przejmujący hejnał wywarł na mnie wielkie wrażenie porównywalne z emocjami rykowiska. Do tego ich klangor był pięknym prezentem ponieważ przylatywały praktycznie w dniu moich urodzin. Niestety, zawsze widywałem je z daleka.

 Gdy zamieszkałem w małej wiosce na Kaszubach okazało się że w pobliżu jest kilka par żurawi. Od wiosny słyszę je codziennie nawet nie wychodząc z domu i często przelatują nad moim podwórkiem w drodze na żerowiska. Było więc oczywiste że próbowałem je focić, ale efekty były mierne:

6

1.jpg

 

Nasiadówki pod siatką też niewiele pomogły, gdyż te ostrożne ptaszydła zawsze trzymały się środka pola z dala od siatki rozpiętej między drzewami:

7

3.jpg

 8

 

4.jpg

 

 Pomyślałem że warto się zaczaić przy gnieździe. A najbliższe znajdowało się na torfowisku nazwanym Żurawiskiem. To bagnisko otoczone polami jest odległe zaledwie o kilkanaście minut marszu i ma ok. 3 ha. Porośnięte wełnianką i samosiejkami brzozy i sosny miało swoisty klimat:

9

2.jpg

 

 Zachodziłem tam coraz częściej obserwując zachowanie rodziny "strusi" i odpowiedniego miejsca na zdjęcia. Pomysł zasiadki przy gnieździe odpadł od razu z dwóch powodów: niedostępność terenu i moja wada kręgosłupa. Otóż mój kręgosłup jest pogięty jak paragraf i leżąc na brzuchu już po kilku-kilkunastu minutach dotkliwie bolą plecy i muszę zmienić pozycję, a takie wiercenie się na pewno wystraszyłoby te ostrożne ptaki. Do tego żurawie chodziły po całym rozległym torfowisku i trzeba było nastawić się na długie godziny oczekiwania zanim wejdą przed obiektyw. Postanowiłem znowu zbudować czatownię, tym razem obszerną i solidną. Przez kilka dni obchodziłem bagno w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca.

 Któregoś dnia obchodząc bagno,już o szarówce, za gęstą kępą łozin usłyszałem głośne krzyki żurawi. Wszedłem ostrożnie w krzaki kierując się w stronę głosu. Ptaki były coraz bliżej. Gdy usłyszałem łopot skrzydeł, przysiadłem w wierzbinie i po chwili kilkanaście metrów przede mną przebiegł żuraw odstawiając jakiś niesamowity, szaleńczy taniec. Nie da się tego opisać. Po kilku sekundach spostrzegł mnie  i spłoszony uciekł już bez dalszych wygibasów.

 Znalazłem miejscówkę.



#6 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 411 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano 2 tygodni temu

 Nowa czatownia

 Miejscówkę już znalazłem więc można było zabrać się za budowę czatowni. Wstępną koncepcję już miałem: buda miała być duża, aby swobodnie można było w niej rozprostować gnaty podczas kilkunastogodzinnej nasiadówki. Miała być wiatrochronna, a więc ściany z płyt osb. Odporna na deszcz, czyli z solidnym, odpowiednio ukształtowanym dachem. Lekka, o samonośnej i mocnej konstrukcji, ponieważ zamierzałem ją budować w garażu i wywieźć na miejsce dopiero w czasie mrozów by zdążyć przed żurawiami i nie kopać się przez rozmokłe pola. Pomysł budowy w domu okazał się trafny: pod dachem, z dostępem do elektryki, w każdej chwili można było coś sprawdzić i poprawić bez kursowania na trasie bagno-dom.

 Był dopiero wrzesień, miałem dużo czasu więc najpierw usiadłem do studiowania porad na forum. "Studia" zajęły dużo czasu, ale znalazłem kilka cennych uwag. Jedna z nich dotyczyła dwóch okienek: wyższe do focenia większych zwierzaków i niższe do zdjęć na leżąco. Wkrótce okazało się że była to znakomita rada.

 Druga uwaga dotyczyła nie tyle samej czatowni, co pewnego trochę wstydliwego problemu dotyczącego fizjologii. Ktoś doradził używanie butelki o odpowiednio dużej szyjce i w planach uwzględniłem wycięcie w podłodze odpowiedniego otworu jako "kibelka" do usuwania przerobionej kawy.

 Dużo napisano na temat maskowania, m.in. o zostawianiu w okienku butelki jako imitacji obiektywu, by ptaki były przyzwyczajone do widoku dużego błyszczącego "oka" wystającego z czatowni. Ponieważ moja Sigma miała dużą czarną osłonę przeciwsłoneczną zamiast butelki postanowiłem do zewnętrznej strony okienek przykręcić czarne plastikowe doniczki zbliżone wielkością do osłony.

 Wkrótce plan czatowni miałem już dopracowany i mogłem zacząć budowę.

 Miejsce samochodu w garażu zajęły dwie palety, cztery płyty osb 22 mm na ściany i jedna 18 mm na dach. Jako ścian bocznych użyłem całych płyt w których wyciąłem wizjery o średnicy ok. 4 cm, a na dole otwory w które można włożyć  przez paletę rury transportowe. Kolejną płytę przeciąłem na pół otrzymując przednią i tylną ścianę. Pozostała płyta 22 mm poszła na drzwi , klapy okienek i trzy  łukowate wsporniki dachu na który poszła cała płyta 18 mm

1.jpg

 

Palety całe dwukrotnie potraktowałem impregnatem, ściany boczne przykręciłem dużymi śrubami do belek palet. Wszystkie ściany połączyłem gęsto zwykłymi wkrętami. Środkowy wspornik dachu dodatkowo usztywnił konstrukcję. Na palety położyłem podłogę z dykty i wyciąłem w niej "kibelek" przy tylnej ścianie. Na to jeszcze kawał wykładziny jako ocieplenie. Drzwiczki na zawiasach z zasuwkami od zewnątrz i wewnątrz. Na taką skrzynię położyłem dach z płyty 18 mm który na odpowiednio wyprofilowanych wspornikach przyjął bez problemu zaokrąglony kształt by spływała deszczówka Całość z zewnątrz pociągnąłem impregnatem. Konstrukcja okazała się mocna, lekka i wystarczająco przestronna.

 W styczniu wreszcie przyszły mrozy. Umówiłem się z kolegą który ma ciągnik z przyczepką na transport "domku". Jeszcze s dwoma pomocnikami wsunęliśmy słupki grodzeniowe w otwory pod paletami i do góry na przyczepkę... Poszło bez wysiłku. Jazda po zaoranym polu i wreszcie czatownia na miejscu. Ustawiliśmy ją na skraju wierzbin, pod spód jeszcze wstawiłem kołek by złapać poziom i gotowe.

 W następny weekend obiłem wnętrze czarną matą ogrodniczą, wstawiłem materac z grubej gąbki ze starego łóżka i obłożyłem budę paprociami.

2.jpg

 

 Teraz pozostało czekać na przylot żurawi.



#7 Toke (Tomek Wielgus)

Toke
  • Użytkownik
  • 320 postów
  • Wiek: 38
  • Lokalizacja:
    Tarnów

Napisano Tydzień temu

Kapitalna ta Twoja czatownia  - bardzo ciekawy jestem efektów :)



#8 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 411 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano Tydzień temu

@Toke Dziękuję za zainteresowanie tematem. Już myślałem że nikt tego nie czyta :) A efekty? Pierwsza nasiadówka mnie rozczarowała (o czym niżej), ale z czasem ta buda dała mi wiele radochy.

 

Pierwsza sesja

Już od miesiąca żurawie żerowały na polach, a ja z niecierpliwością zaglądałem z lornetką na Żurawisko co się dzieje, jednak na bagnie widywałem je jeszcze rzadko. Do tego była kiepska pogoda. Wreszcie żurki odkarmiły się i zaczęły więcej czasu spędzać na swoim podwórku, a i pogodynka zapowiedziała na weekend dziury w chmurach.

 Sobota, 4 kwietnia 2015. Pobudka o trzeciej, szybka kawusia, śniadanie i wymarsz. W czatowni kompletna ciemnica pomimo otwartego okienka i drzwi i miałem problem z rozstawieniem i zmontowaniem sprzętu po omacku. Największy problem miałem z rozłożeniem statywu bo jedna noga opierała się na grubej gąbce materaca i całość była niestabilna, więc rozciąłem gąbkę scyzorykiem i w tę szczelinę wstawiłem nogę statywu. Po kilku minutach szarpaniny ze sprzętem usiadłem przy okienku i ogarnęła mnie cisza i dziwny nastrój. Było ciemno i zimno, ale przytulnie. W suchej, dobrze zabezpieczonej przed wiatrem skrzyni nie odczuwałem tak dokuczliwie zimna którym hojnie częstowało torfowisko.

   Wreszcie zaczęło świtać i z sąsiednich mokradeł doszedł mnie krzyk żurawi. Wyjrzałem przez okienko w oczekiwaniu na odzew "mojej" pary, ale nadal nic się nie działo. Robiło się coraz jaśniej, żurawie z pobliskich Pińsków odzywały się co jakiś czas, aż wreszcie po lewej odezwała się para z Żurawiska. Wyjrzałem przez wizjer i daleko,na tle kępy tataraku ujrzałem "strusia".  Zastanawiałem się ile czasu minie zanim podejdzie pod czatownię, gdy po prawej usłyszałem fanfary pary ptaków. Byłem zaskoczony. Od kilku lat na przyległym polu i bagnie widziałem jedną parę z dwoma młodymi, a teraz wyraźnie słyszę głosy dwóch rodzin. No nic-pożyjemy, zobaczymy co z tego będzie.

 Czas wlókł się niemiłosiernie powoli. Obie pary odzywały się co jakiś czas po obu stronach czatowni, ale były za daleko by robić zdjęcia. Dochodziło południe, a ja byłem zdruzgotany - okazało się że postawiłem czatownię pomiędzy dwoma gniazdami, w pasie "ziemi niczyjej". Latem widziałem jak żurawie chodzą po całym bagnie, ale nie wiedziałem że są to dwie pary.

 Dochodziło południe a ja nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Zastanawiałem się czy już iść do domu gdy usłyszałem krzyk żurawia bliżej czatowni. Wyjrzałem przez wizjer i zobaczyłem jak jeden "struś" powolutku zbliża się do budy. Czekałem chyba z godzinę zanim wszedł w obiektyw i wreszcie zrobiłem serię zdjęć:

1.jpg

2.jpg

 

3.jpg

 

4.jpg

 

Po kilku minutach pozowania żurek wrócił na swój teren, a ja zastanawiałem się co dalej. Wcześniej planowałem że będę siedział od wschodu do zachodu słońca, ale nie byłem przyzwyczajony do czegoś takiego. Głodny, niewyspany i przyzwyczajony do regularnego trybu życia miałem dość, do tego niechęć żurawi do wyjścia przed czatownię sprawiły że do domu zwinąłem się już o trzeciej.

 W domu przejrzałem zdjęcia: to nie tak miało być. Miała być tokująca para na tle brzózek a wyszło jak zwykle: szaro i nijako. Zastanawiałem się nad przeniesieniem czatowni bliżej jednego z gniazd, jednak nie chciałem tego robić w sezonie lęgowym. Postanowiłem że ten rok potraktuję jako "treningowy", a budę przeniosę jesienią.



#9 emwi

emwi
  • Lokalizacja:
    Warszawa

Napisano Tydzień temu


Już myślałem że nikt tego nie czyta
a jednak :)

 

Fajna buda, przepiękne miejsce, z potencjałem na świetne środowiskowe kadry. Sam mam zamiar zmierzyć się z tematem, znam miejsce gdzie noclegują dziesiątki par i w przyszłym tygodniu ruszam na rozpoznanie.


X-T3, X-T20, X-M1, K-5 IIS, S5 PRO i pleśniaków garść, szklarni nie ogarniam
 


#10 Maślak

Maślak
  • Użytkownik
  • 411 postów
  • Wiek: 48
  • Lokalizacja:
    Zbychowo

Napisano Tydzień temu

Sam mam zamiar zmierzyć się z tematem, znam miejsce gdzie noclegują dziesiątki par i w przyszłym tygodniu ruszam na rozpoznanie.

 

Trzymam kciuki i czekam na zdjęcia.






Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych