Skocz do zawartości

Fotoprzyroda.pl używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Polub nas na Facebooku!       

x


Zdjęcie

Foto - opowieści


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
104 odpowiedzi w tym temacie

#21 obywatel

obywatel
  • Użytkownik
  • 988 postów

Napisano 08 wrzesień 2011 - 22:12

Opowieść 2
Czas: 5 wrzesień 2011
Miejsce: Dorzecza Warty


"Twarzą w Twarz z Czarnym"

Ten wyjazd budził mnóstwo wątpliwości od samego początku. Regularnie spuszczana woda z zalewu, odsłaniała z każdym dniem piaszczyste i bagienne brzuchy dna. Każdego dnia rozlewiska i dorzecze zmieniało się, tworząc nowe azyle pełne życia, a stare miejsca zacierając porastającą roślinnością i twardniejącym mułem. To wszystko powodowało, że tak naprawdę niczego nie można być pewnym. Od mojej ostatniej wizyty na tamtych terenach minęło 10 dni. To dużo czasu, zwłaszcza o tej porze roku, przecież każdego dnia biotop ulega widocznym zmianom, a ptasie zastępy przygotowują się do odlotu. Nie wiadomo co zastanę, zwłaszcza że znajdę się tam w środku nocy. W ciemnościach nie jest łatwo dostrzec, to co może być istotne przy wyborze miejsca. Rozpatrywałem możliwość zwiadu w przeddzień głównej wyprawy. Krótki rajd z lornetką aby zwiedzić miejsca, przebadane podczas ostatniego rajdu. Zobaczyć stan wody i obfitość gatunków. Komfort wcześniejszego rozpoznania to jednak czas i pieniądze. Minimum 3 godziny poza domem, czy mogę cierpliwość żony aż tak bardzo wystawiać na próbę? Zrezygnowałem z tego pomysłu. Ostatecznie postanowiłem pojechać odpowiednio wcześniej. Na miejscu znaleźć się miałem dwie godziny przed wschodem. Wystarczająco dużo, żeby rozpoznać teren, nawet po ciemku. Podjąć decyzje i rozstawić stanowisko. Miejsce miałem wybrane, jeżeli tylko znajdę tam wystarczającą ilość wody, to nawet się nie będę zastanawiać. Był to owalny plac bagnistego terenu, starego zalewiska o długości może 20-30 metrów i szerokości 10-20. Przez środek przepływało dość głębokie koryto, rozwidlające się nagle tuż przed środkiem placu na dwie nitki, które łączyły się w całość za dosłownie kilka metrów. Rozwidlenie uformowało wyspę, która ostatnim razem poprzecinana była tropami czapli, jak twarz jakiegoś germańskiego woja. Tropy były w zasadzie wszędzie, również na brzegach, po obu stronach koryta, gdyby polskie centrum handlowe wyłożyć błotem w niedziele, to właśnie tak by wyglądało. Opisywałem w poprzedniej historii to miejsce i wielokrotnie plułem sobie w brodę, że wybrałem inne, położone jakieś 50 metrów w górę strumienia. Teraz byłem zdecydowany i tam właśnie miałem wkrótce wyruszyć. Oczywiście zastanawiałem się jakie gatunki mogę tam spotkać, na pewno obie czaple. Te były priorytetem, nie dysponuję materiałem zdjęciowym żadnego gatunku, na tyle obfitym, żebym mógł gardzić spotkaniem. Wiem jednak, że podobne miejsca, pełne duszącego się narybku przyciągają również innych łowców. Bociany białe, może nawet czarne. Widziałem jednego przed dziesięcioma dniami. Ten jednak wydawał mi się wręcz nierealny.
Telefon nieznośnie zafurczał, wstałem z wyjątkowym trudem. Była 2.40 rano. Może to zmęczenie? Źle spałem tej nocy, jakieś wyjątkowo dziwne koszmary nie pozwalały mi spokojnie zasnąć. Rytuał wystukał swój poranny rytm. Herbatka w termos, kanapki, sprzęt, statyw, ubrania i kawa na odchodne. Spojrzałem jeszcze na prognozę, dziwna ta pogoda, chyba im się coś pomyliło z tym wieszczeniem pomyślałem. Około 19 stopni przed świtem i nad ranem, później temperatura ma sukcesywnie rosnąć i popołudniem dojść do 31 stopni, wiatr słaby. Ta wiadomość oznaczać mogła tylko jedno, zastępy prawdziwych władców dorzecza Warty, wstaną z letargu i runą z ogromną zawziętością na wszelkie, tętniące życiem i krwią istoty. Tak, moi ulubieńcy na pewno się pojawią. Ostatnim razem z pomocą przybyła mgła, teraz miało jej nie być. Nie pamiętam dokładnie, o której dotarłem na miejsce, nie później niż kilka minut po czwartej. Słońce miało wstać o 6.06, zatem dwie godziny. Czas się zabierać. Zapaliłem jeszcze ostatniego na jakiś czas papierosa, schowałem peta i wrzuciłem sprzęt na plecy. Kiedy podniosłem głowę, ujrzałem istną grę światełek migocących na niebie. Gęsto utkane, niektóre jarzące się wyjątkowo, inne jakby zaraz miały zgasnąć. Na północy niebo przecięła błyskawicznym tempem spadająca gwiazda. Życzenie w takiej chwili mogło być tylko jedno. Wyjątkowa noc, termometr wskazywał 17,5 stopnia, moje ciało szczelnie pokrywał wielowarstwowy uniform, jak najwięcej, ile się tylko dało. To zapewniło istny pancerz, ale i niestety duże ciepło. Ruszyłem w ciemnościach przed siebie, znaną mi drogą na zapomniane trzęsawiska dorzecza Warty. Kiedy dotarłem do pasa trzcin, złapałem oddech i poprawiłem obwieszającą mnie górę sprzętu. Zrobiłem krok naprzód i tak przekroczyłem próg innego świata. Od tej chwili byłem już gościem, intruzem, zwierzęciem którego cały otaczający mnie świat się bał. Poczułem się źle z tą myślą. Trzcinowisko kołysało mną to w prawo to w lewo, nie pozwalało przedzierać się naprzód, nie chciało mnie tak łatwo wpuścić. Minęło może 15 minut katorgi i strasznego wysiłku, zalałem się potem, poczułem ból w mięśniach, bardzo mozolnie wdzierałem się w co raz większą otchłań tej magicznej krainy. Kiedy ujrzałem znajome koryto, wszystko już poszło gładko. Poszedłem pod prąd, wzdłuż brzegu. To najlepszy drogowskaz. Co jakiś czas traciłem równowagę, po tym jak z zadziwiającą lekkością nogę wciągała czarna otchłań błotnistego podłoża. Zaraz potem nozdrza uderzała ta niesamowita woń, woń bagniska i rozkładającego się życia. Przekraczałem kolejne odnogi, niektóre mimo że o szerokości najwyżej pół metra, skrywały mnie do połowy uda. Cała droga zajęła mi nie więcej niż 30 minut, kiedy doszedłem na miejsce zostało mi przekroczenie koryta, które przecinało wybraną przeze mnie arenę. Ucieszyłem się na widok wody, mimo niższego stanu nadal spiętrzała spore rozlewisko, mogło się zatem udać. Na pewno lepiej nie będzie. Szkoda było czasu, na nową eksploracje, poza tym zakładałem, że to miejsce będzie w dużo gorszym stanie. Zdjąłem cały sprzęt i poszedłem bez obciążenia wybadać grunt koryta wijącego się w ciemnościach. Jeżeli wyobrazimy sobie ciemną linię wody, otoczoną zewsząd zdradzieckim bagnem, skrywającą w swojej głębi pełen niespodzianek muł, a wszystko to okryte mrokiem nocy, to ujrzymy obraz jaki stanął mi przed oczami. Te stepy, które przemierzałem jeszcze niedawno były pod wodą przez całą wiosnę i lato, pozostawiła ona więc istną maź, czarną i nieprzyjazną dla nas ludzi, nieprzystosowanych do takiego środowiska. Udało mi się przejść na drugą stronę, wróciłem po swoich śladach po rzeczy i zacząłem je przenosić na drugą stronę. Teraz dopiero poczułem lekką ulgę, znalazłem się na miejscu. Miałem jeszcze mnóstwo czasu do świtu, niemal półtorej godziny. Ustawiłem stanowisko frontem na północny zachód, tak że przez prawy wziernik miałem widzieć czerwień, rozpalonego wschodem nieba. Tym razem nie użyłem siatki. Maskowanie namiotu idealnie się wpasowywało w brunatno – szary krajobraz. Wszystkie zatem trzy wzierniki były swobodne, mogłem dowolnie obserwować otaczający mnie teren w zakresie niemal 270 stopni. Szkło ustawiłem na niskiej perspektywie, niestety i tak byłem na lekkim wzniesieniu twardszego brzegu, co nieco ją zburzyło. Nie przytuliłem namiotu do muru trzcin, stał od nich 2-3 metry, w zasadzie samotnie na błotnistym brzegu bezimiennego koryta, odcinając się wyraźnie swoją sylwetką. Czy to słuszne posunięcie? Przypomniała mi się książka braci Kłosowskich i ich wnioski, że ptak boi się najbardziej ukrytego niebezpieczeństwa, przyczajonego zła, czegoś niepewnego i czyhającego. Mój namiot mogły z łatwością utrzymywać pod obserwacją, był widoczny bardzo dobrze, zatem nie stanowił takiego zagrożenia.

72. Moje stanowisko na rozlewisku
Dołączona grafika

Dopiero podczas rozbijania stanowiska poczułem, że co do komarów nie pomyliłem się wiele. Noc okrywała okolicę, spojrzałem na wschód i zobaczyłem nikły ślad nadchodzącego wschodu, leciutka łuna nadal granatowa, lecz w nieco jaśniejszej tonacji wiła się nad horyzontem. Komary jednak już były i miały mi towarzyszyć jeszcze długo.
Pośpiesznie wszedłem do środka. Włosy miałem całkowicie mokre, spod wysokiej stójki wydostawało się powietrze ogrzane spoconym ciałem. Po czole i szyi skapywał pot, było mi strasznie gorąco. Naciągnąłem jednak kominiarkę i kaptur, założyłem rękawice. Musiałem zminimalizować ruchy, te mogły mnie przecież zdradzić, te pozwalały się nieco wychłodzić. Komary cięły niemiłosiernie, a przecież to dopiero początek. Przede mną rozciągało się byłe rozlewisko otoczone trzcinową ścianą. Szczegóły zlewały się w ciemności nocy i tylko jaśniejsze bruzdy uschniętego błota odbijały nieco światła. Niektóre kształty majaczyły, przybierając formę dziwnych istot i stworzeń, oczy i wyobraźnia o tej porze płatają figle. Nie wiem która była godzina, nie do końca tez wiem ile czekałem. Było jednak nadal bardzo ciemno. Może piąta, może parę minut później. Wtedy pierwszy wysłannik nocy zjawił się nieopodal. Początkowo nie byłem do końca pewny co to takiego. Daleko, ponad dwadzieścia metrów, po przeciwległej stronie koryta dziwnie pionowa jasna linia, odbijała znikome nadal światło. Wyciągnięta wzdłuż, przypominała łudząco szyję czapli, ale może jakiś korzeń, albo wierzbowa gałązka płata figla moim oczom? Wbiłem wzrok w ciemność i zacząłem się wpatrywać. Mijały sekundy, a ja myślami starałem się wywołać ruch tajemniczej sylwetki. Nagle jest! Ruszyła się, wyraźnie zmieniła położenie. Zaczęła się nawet zbliżać, to na pewno nie było złudzenie. Tajemniczy przybysz przekroczył pierwsze koryto i wkroczył na wyspę nieco po lewej od mojego frontu. Nawet nie zaglądałem w aparat, ciemności spowijające mnie w koło nie pozostawiały złudzeń. Było za wcześnie. Teraz znajdowała się już na tyle blisko, że zobaczyłem dokładnie szary odcień tułowia, jaśniejszy brzuch i nakrapianą cętkami wewnętrzną stronę szyi. Czapla siwa! Cholera jasna, jak ona widzi ryby w tej ciemnej mazi? Woda co prawda jest czyta, ale przy tak czarnym dnie i o tej porze, to wręcz nieprawdopodobne. Ona jednak oprócz tego, że widziała to jeszcze potrafiła wprowadzić korektę załamania światła przez wodę, ocenić odległość i kierunek ruchu ryby, o ile ta oczywiście płynie. To jest wręcz niesamowite i trudne do wyobrażenia. Prawdziwy, ewolucyjny pocisk sterowany na podczerwień. Zbliżyła się na kilkanaście metrów ode mnie, wyszła na wypięty w górę brzuch wsypy. Widziałem ją teraz całą, w pełnej krasie.

73.
Dołączona grafika

Zmieniła jednak kierunek i zaczęła przemieszczać się w lewą stronę, w górę koryta pod prąd. Stwór z innego wymiaru, świetnie przystosowany do życia w takim środowisku, szeroko rozstawione palce utrzymywały lekkie ciało na powierzchni grząskiego bagniska. Przeszła na moją lewą flankę i tym samym znalazła się już po mojej stronie koryta. Co jakiś czas uderzała w wodę swoim masywnym dziobem. Po pewnym czasie doszła do miejsca, w którym koryto raptownie skręcało i ginęło mi z oczu. Tam siwa poderwała się w powietrze i przelatując przede mną oddaliła się na północny wschód, na moją prawą stronę i tak oto kości zostały rzucone. Pojedynek mojej cierpliwości, zdobytej wiedzy i szczęścia z przyrodą, rozpoczął się.
Komary z każdą chwilą przybywały liczniej, wchodziły przez wzierniki i przykrywające je siateczki. Słyszałem je wyraźnie dookoła głowy, nie liczyłem ukąszeń. Cięły mnie w powieki i brwi, kominiarka nie stanowiła dla nich wielkiej przeszkody, gryzły mnie w wargi i w nieosłonięte woderami części ud. To było prawdziwie zmasowane natarcie. Próba sił, siedzieć bezczynnie, w bezruchu i wytrwale znosić ten brzęczący pogłos otaczający mnie wokół. Tymczasem słońce powoli zaczęło wstawać, spojrzałem na prawo, pojawiła się już wyraźnie różowa łacha, to będzie piękny wschód, od spodu podświetlona podłużna chmura, która przybrała formę przypominającą odciętą od lądu wydmę, wydobywające się z tego widowiska światło odbijało się od powierzchni wody, a linie horyzontu przecinały poruszane lekki wiatrem trzciny. Było mi nadal ciepło. Aparat tkwił w bezruchu i czekał na swój moment, mój wierny kompan. Teraz zdecydowanie niżej, najwyżej 40 centymetrów nad ziemią. Ja siedziałem na krzesełku i niezwykle trudno było mi dobrać kadr w tak nisko położonym wizjerze. Gdy usuwałem krzesło i siadałem na ziemi, nie widziałem z kolei nic wokół, na tej wysokości wzierników nie miałem. Przydałby się wizjer kątowy i to będzie mój kolejny zakup. Znowu siedziałem w swoim drugim domku z dala od świata w jakim żyłem na co dzień. Wokół panowała niezwykła cisza, większa nawet niż podczas lipcowych wypraw, nie słyszałem kompletnie nic. Czasem plusk wody spławiającej się ryby. Czasem w oddali gęgawa grała swoje fanfary, poza tym całkowita cisza. Czaple milczały, nie widziałem też nic w powietrzu, trochę mnie to martwiło, powodowało niepokój. Spojrzałem na światłomierz, czas zatrzymał się na 1/15, jeszcze ciemno. ISO na poziomie 2000. Tak oto spędzałem ten wrześniowy poranek, gdy zupełnie niespodziewanie niebo wypełniła sylwetka jakiegoś wielkiego ptaka, w pierwszej chwili nie wiedziałem co to było. Ogromne, jak mi się wydawało rozpostarte w deskę skrzydła, rozpiętość imponująca i czarna sylwetka. Przemknął niczym jakaś mara, książę nocy. Wylądował gdzieś w pobliżu. Rozejrzałem się dookoła i kiedy zobaczyłem tą zjawę oniemiałem z wrażenia. Nie było więcej jak 20 metrów między nami, patrzyłem na niego z zapartym tchem i ciągle nie potrafiłem uwierzyć w to co się dzieje. Pierwszy raz w życiu widziałem ten gatunek przed dwoma miesiącami, znana mi jest jego pustelnicza natura, unikanie osiedli ludzkich, mimo że czasy zmuszają go do akceptacji ludzi bardziej niż by pewnie chciał. Za każdym razem kiedy oglądałem zdjęcia, to patrzyłem z pewnym ukrytym życzeniem, abym spotkał go pewnego dnia na swojej drodze. Teraz był przede mną. Bocian czarny.

74. Niespodziewany przybysz wywołał ogromne emocje.
Dołączona grafika

75.
Dołączona grafika

To był młody osobnik, nie miał utopionych w krwistej czerwieni nóg, dzioba i otoczki oka. Był również bardziej brązowy niż czarny. Brakowało mu pełnego metalicznego połysku i opalizujących fioletów. To nie miało jednak wtedy znaczenia. Nie czułem komarów, ale czułem jak serce łomocze mi w piersi, jakby chciało uwolnić się z ciała okrytego brezentem. Przyznam się, że nie wiedziałem co robić, nie wiedziałem czy czekać, aż zacznie żerować, czy walić seriami ile wlezie? Ogarnęło mnie podniecenie, stopniowo narastające, czułem się jak człowiek który złapał okazję za nogi, ale zaraz może ją stracić. Obiekt moich westchnień stał przede mną i to nie była gęgawa, która mimo że sprawiła mi ładny wycisk, widywana była z dala przeze mnie wielokrotnie.

76.
Dołączona grafika

Nie była to też czapla, niezwykle czujna, ale często zdobiąca nieboskłon mokradeł i dolin. Stała przede mną znana mi jedynie z książek i zdjęć prawdziwa zjawa leśnych topielisk, duch zatopionego lasu. Poczułem się jak wtedy, gdy pierwszy raz ujrzałem bielika w marcu, kilka metrów ode mnie. Wypełnia mnie radość, pewna odmiana szczęścia, uczucie dla którego między innymi fotografuję. Była ze mną jednak również panika i drżenie palców, nie potrafiłem zachować zimnej krwi i podjąć jakiś zdecydowanych i co więcej słusznych działań. Mówiąc krótko spieprzyłem sprawę, lecz to miało nastąpić za parę minut. Odłożyłem krzesło i położyłem po cichu na boku, usiadłem na ziemi, usadowiłem się wygodnie, z tej pozycji świetnie pasowała wysokość wizjera do oczu. ISO 2000, a czas 1/30, czasem na jaśniejszym tle 1/50. Nie zrobię zdjęcia przy takim czasie. Z przerażeniem stwierdziłem, że jest za ciemno. Chwila namysłu i postanowiłem jednak spróbować! Wycelowałem i nacisnąłem spust. Poszło pojedyncze zdjęcie. Wolny czas przewlekle trzasnął migawką, dźwięk do którego jestem tak przyzwyczajony popłynął, jakby w zwolnionym tempie. Bocian odwrócił się raptownie i spojrzał w moją stronę. Zamarłem całkowicie, tak aby przez obiektyw nie zamajaczył mu najmniejszy ruch. Chyba nawet zacząłem powtarzać sobie w duchu i prosić, żeby nie odleciał. Posłuchał mnie i został na miejscu. Kominiarka skierowała oddech na wizjer, zaparował całkowicie, a ja przestałem widzieć cokolwiek.

77.Dorosły dogląda młodego i towarzyszy podczas żeru.
Dołączona grafika

Świat zalał się w magnetytowej barwie, słońce budziło nadwarciańskie życie, a ja przeżywałem coś niezwykłego. Niespodziewanie podczas kadrowania zobaczyłem w tle drugą sylwetkę, drugą czarną postać, tym razem z wyraźnie odbijającą się czerwienią nóg i dzioba, jego podszyje zdobił biały krawat, przeradzający się w coś co przypominało surdut. Do spektaklu dołączył dorosły osobnik, niczym stróż dostojnie kroczył obok młodego. Dwa czarne bociany, a czas ciągle za długi. Podkręciłem ISO do 2500, trudno będzie najwyżej ziarno, ale muszę udokumentować to spotkanie. Wyzwoliłem znowu migawkę i tym samym pojawił się wyraźnie niepokój w ich zachowaniu. Widać było, że nie czują się bezpiecznie. Wbrew jednak wszelkiemu, zbliżyły się na kilkanaście metrów, a ja co jakiś czas puszczałem pojedyncze zdjęcia. Tą wyjątkową wrześniową ciszę rozcinała leniwa migawka, napędzana czasem 1/50.

78. Dojrzały bocian czarny i jego piękna czerwień opasająca oczy, pokrywająca dziób i nogi.
Dołączona grafika

Nie trwało to długo, może 10 zdjęć, gdy najpierw stary, a w ślad za nim młody podbił się w powietrze i rozłożył skrzydła, potężnymi ruchami mieląc powietrze. Odleciały… Mogłem poczekać, wystarczyło poczekać, aż czas będzie lepszy. Ich już jednak nie było.
Mieszane uczucie mnie całkowicie ogarnęło, z jednej strony szczęście i radość, z drugiej smutek i rozgoryczenie. Zdjęcia najwyżej dokumentalne.
Komary tymczasem natarły okrutnie, dopiero teraz uświadomiłem sobie ich obecność i wszystko zaczęło mnie swędzieć. Brzęczenie i majaczące sylwetki, leniwie przecinane światłem wpadającym przez wzierniki. Zasłoniłem prawy i lewy, tak abym mógł w każdej chwili przez nie zaglądać, obawiałem się jednak że otwarte oświetlają moją sylwetkę we wnętrzu. Musiały zatem zostać zakryte. Wnętrze pogrążyło się w mroku. Czas wystukiwał kolejne minuty, wyjąłem pierwszy raz telefon, światło komórki już mnie nie zdradzi. Było kilka minut po 6. Z prawej strony zobaczyłem ruch, na niebie zawitała znana mi bardzo dobrze wąska sylwetka z wygiętymi do dołu skrzydłami, odbijała światło wschodzącego słońca, biała leciała w moim kierunku.

79.
Dołączona grafika

80.
Dołączona grafika

Śledziłem ją wzrokiem tkwiąc w bezruchu, żeby mnie tylko nie dostrzegła. Ona jednak przeleciała na małej wysokości i wylądowała na korycie po mojej lewej, tuż za zakrętem, tam gdzie moje oczy dotrzeć nie mogły. Istniała jednak szansa, że zachęcona stosunkowo bogatym w życie korytem pod moją jurysdykcją, przyjdzie na polowanie. Pozostało tylko być cierpliwym i czekać. Siedziałem zatem i czekałem, co jakiś czas opędzając brzęczącego prześladowcę. Odkąd bociany odleciały, ponownie usadowiłem się na krześle, tak aby mieć pełen obraz wokół. Wtedy przytrafiła się właśnie kolejna niespodzianka tego dnia.
Ściana trzcin gęsto zaścielające północny brzeg rozlewiska rozchyliła się nieznacznie, niczym kotara przed mającym nastąpić występem. Najpierw wyszła ona, samica sarny rozejrzała się uważnie i wyszła na gołą przestrzeń, tuż za nią młodziak krok w krok za matką, na niewidzialnym holu.

81. Zaskoczyła mnie wizyta sarny z podrostkiem. Ostrożne wyjście z trzcinowego lasu.
Dołączona grafika

Jestem prawie pewien, że nasze spotkanie [przybrało by zdecydowanie ciekawszy charakter, gdyby nie moja narwana natura, nie wytrzymałem napięcia, które ponownie podskoczyło do czerwonej kreski. Odsunąłem krzesełko, usiadłem na ziemi. Wycelowałem i trzasnęły metalowe listki nikona. Wyjątkowo głośne listki, zapomniałem że sarna ma fantastyczny słuch, że tutaj mechanizm działania musi być z goła inny. Stara wyprężyła się jak struna i skierowała uszy w moją stronę, te nastroszyły się i lekkimi ruchami szukały kierunku, z którego mogło nadchodzić niebezpieczeństwo.

82. Wyprężyła się jak struna i uważnie nasłuchiwała.
Dołączona grafika

Poszedłem za ciosem i puściłem krótką serię. Potem skadrowałem młodego. Stara w tym czasie odwróciła się i potężnym susem zatopiła się w trzcinowym lesie, młode zostało samo. Śmiać mi się zachciało, okazało się że niesforność dzieci jest również wśród saren. Po chwili leniwie ruszyła w ślad za matką. Tak właśnie skończyło się to nasze krótkie i zniweczone przeze mnie spotkanie. Dziwiło mnie, że nigdy wcześniej nie miałem podobnej wizyty, przecież śladów kopyt było wszędzie multum, może jestem za głośny, albo zapach nie taki? Biała tymczasem wyszła na „mój” rewir. Jednak skusiło ją rozlewisko, dobrze wiedziała że jest tutaj po co przyjść. Ryby co jakiś czas spławiały się z łoskotem. Widziałem nawet, jak okoń lub boleń goni stadko młodego narybku, które jak miniaturowe delfiny wyskakiwały w fantastycznych piruetach z wody.
Biała szła ostrożnie, bez pośpiechu, dokładnie przyglądając się każdemu miejscu, gdzie miała postawić nogę. Szła wręcz flegmatycznie. Miałem czas maksymalnie do 9, niestety muszę do pracy, to niszczyło troszkę moją wizję tego idealnie rozpoczętego dnia, no może prawie idealnie. Są pewne sytuacje znane tylko z naszych wybujanych fantazji, sytuacje jakich sobie życzymy, ale jakie z reguły miejsca nie mają. Ja tam, na tym bagnistym stepie taką sytuacje miałem przeżyć ponownie. Kiedy pilnowałem wzrokiem białej, tuż przed moim nosem, dosłownie 10-12 metrów ode mnie, na wysepce wylądowała siwa.

83.
Dołączona grafika

84. Czapla siwa i charakterystyczny kształt gardła, podczas przełykania ryby.
Dołączona grafika

ISO 800, czasy 1/300, poszła seria! Bez zastanowienia, była zbyt blisko żeby to zniweczyć. Nie mogłem fotografować z krzesła, za wysoko! Odrzuciłem je delikatnie na bok i znowu ziemia. Spojrzałem na nią przez moją trzysetkę, była piękna. One chyba nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Z boku foremne kształty, piękne linie składające się na idealnie wyważoną całość, z przodu przecząca prawom anatomii spłaszczona niewyobrażalnie sylwetka i te nieruchome żółte oczy. Fantastyczny ptak. Zaczęła kierować się na moją prawą stronę, z prądem wody, w stronę co raz mocniej bijącego słońca.

85. Władczynie warciańskich stepów.
Dołączona grafika

86.
Dołączona grafika

87.
Dołączona grafika

88.
Dołączona grafika

89.
Dołączona grafika

90.
Dołączona grafika

Pożegnałem ją kilkoma zdjęciami i przekręciłem szkło na lewo, tam oto biała w swoim pochodzie zbliżyła się nieco. Szła jednak przeciwległą stroną, dość daleko. Nagłym uderzeniem w wodę zaskoczyła mnie całkowicie, ujrzałem jak trzyma coś w dziobie. Puściłem serię. To szczupak, złapała małego szczupaka! Ta ryba to łatwy cel, poluje przecież z zaskoczenia, stojąc w miejscu, łatwiej jej zatem wymierzyć atak, łatwiej niż na żerujące w ruchu inne gatunki. Biała szerszym łukiem niż szara okrążyła przedpole stanowiska, podążała przez cały ten odcinek przeciwległym pasem, wysepka zasłoniła nogi psując sporo ujęć. Obie czaple połączyły się w kordon śmierci i powędrowały za rybą z prądem.

91. Nadejście białej czapli w pobliże stanowiska i jej pełen gracji pochód.
Dołączona grafika

92.
Dołączona grafika

93.
Dołączona grafika

94.
Dołączona grafika

95.
Dołączona grafika

96. Udane uderzenie w cel. Tym razem szczupak.
Dołączona grafika

97.
Dołączona grafika

Nie minęło dużo czasu, gdy dobiegł mnie przeciągły pisk, wręcz miauczenie. To myszołów, na pewno nie sójka. Ona tak nie przeciąga swojego krypto miauczenia. Zacząłem się rozglądać i zaraz potem zobaczyłem go! Siedział na gałęzi odległego o jakieś sto metrów ode mnie, wierzbowego lasu. Siedział tyłem do mnie rozglądając się na wszystkie strony. Niebawem pojawił się drugi, podleciał od północy, od strony serca wierzbowego gąszczu i wyraźnie starł się sprowokować tego pierwszego. Zaczepiał go nieznośnie w dwóch czy trzech podejściach. Potem oba odleciały. Siedziałem już ponad 3 godziny, komary trochę odpuściły, chociaż czułem mnóstwo pogryzień. Brew przypominała skórę jakiegoś gada, nieregularna, pełna wypustek, do tego swędzenie. Napiłem się herbaty dla pokrzepienia sił i czekałem dalej. Na korycie mi towarzyszącym zjawił się nowy przybysz, to perkozek.

98. Najwierniejszy z modeli tamtego dnia – perkozek, był ze mną ponad godzinę.
Dołączona grafika

99.
Dołączona grafika

100.
Dołączona grafika

Najpierw moją uwagę zwróciło pluskanie wody, myślałem początkowo, że to ryby i faktycznie to były ryby, ale nie tylko. Ujrzałem go, gdy był może kilka metrów ode mnie. W tym czasie podpięty miałem TC 17, namierzyłem go ogniskową 510, a on i tak w kadrze jakoś znikał. To naprawdę niewielki ptak. Całkowicie bez oporów żerował, nurkując tu i ówdzie nieopodal mojego stanowiska. Udało mi się wykonać kilka kadrów, mimo że za pierwszym razem na dźwięk migawki raptownie zanurkował to później nie miał zupełnie oporów przed metalicznym łoskotem aparatu.

101. Perkozek spłoszony migawką, natychmiast poszedł pod wodę.
Dołączona grafika

102. Mimo płytkiego stanu i mnóstwo zarośli, co jakiś czas nurkował w poszukiwaniu pokarmu.
http://img17.imagesh...05/19203072.jpg

103. Moment zejścia pod wodę.
http://img197.images...60/99684105.jpg

104.
http://img10.imagesh...29/44022147.jpg

105.
http://img109.images...77/60103869.jpg

Na prawej flance dwie czaple zaczęły się wracać. Wybrałem dobre miejsce, musi być tutaj sporo pożywienia, skoro wracają. Siwa przekroczyła koryto i przeszła na moją stronę. ISO zeszło do 200, tak jak być powinno. Czas 1/500, jest idealnie. Widzę ją z bliska, jeszcze bardziej mnie zadziwia niż poprzednio. Kiedy lecą można odnieść wrażenie, że to takie potężne ptaki, ona jednak w niewytłumaczalny sposób potrafią skulić się w jednym momencie do wręcz malutkiej postaci.

106. Siwa pod samym szkłem i jej wyjątkowa fizjonomia.
http://img713.images...16/83989590.jpg

107. Momentami przypominała stwora z czasów, kiedy po ziemi chodziły dinozaury. Uwagę zwraca wąska sylwetka i przypominający rybę pysk.
http://img560.images...13/55604552.jpg

108.
http://img26.imagesh...86/43592851.jpg

109.
http://img854.images...02/75793038.jpg

Dlatego ją tak trudno zauważyć nad brzegami stawów i jezior, gdy zlana z szarością brzegu zwinie swoją szyję opierając dziób na piersi. Zdjęcia płyną seriami, karta zapełnia się w szybkim tempie, jeszcze szybciej bufor. Znowu siedzę na ziemi. Perspektywa jest naprawdę niezła, choć gdyby nie wzniesienie pod moim stanowiskiem, nie może być jednak idealnie. Biała znowu jest ostrożniejsza, przechodzi przeciwległą stroną. Trwa to kilkanaście minut, po których obie podrywają się do lotu. Najpierw szara, później biała. Giną mi z oczu, a ja zostaje sam.

110.
http://img84.imagesh...44/31309886.jpg

111.
http://img830.images...05/41079924.jpg

112.
http://img856.images...86/68245188.jpg

113.
http://img5.imagesha...77/16145683.jpg

Nie wypada narzekać, to dzień pełen wrażeń. Akcja jest dynamiczna, tak jak lubię. Ta wyprawa przyniosła mi już niezłe ujęcia siwej. Na pewno dalekie od doskonałości, ale stanowiące krok naprzód, kolejny etap.
Nadciągnął od północnego wschodu. Leciał nisko, poniżej linii drzew. Brązowa sylwetka i odcinająca się od tej ciemnej tendencji jasno beżowa głowa. Błotniak kierował się w moją stronę. Miałem podpięty TC17, przez to wolniejszy focus, starałem się skadrować szybko przemieszczającą się sylwetkę, migawka uderzyła kilkakrotnie. Potem wydarzyło się coś dziwnego. Z lewej strony zupełnie nieoczekiwanie pojawił się czarny bocian, wybrał „moje” zalewisko. Gdy zatoczył łuk i podchodził do lądowania, lecący z naprzeciwka błotniak zaczął go przeganiać. Ścisnęło mnie w gardle. Mało brakowało i czarny znów by stanął ze mną oko w oko. Błotniak pędził za czarnym jeszcze przez moment i zawrócił na północny-wschód. Bocian zatoczył majestatycznie koło i nagle! Zaczął schodzić do lądowania, poczułem gorąco, szybsze bicie serca. Palce zaczęły drżeć, siedziałem na krześle i obserwowałem rozwój sytuacji. Wylądował na wysepce tuż przed moim szkłem. Około 10-15 metrów, nie więcej. Schyliłem się natychmiast i nie czekając na nic skadrowałem i nacisnąłem spust.

114. Bliskie spotkanie z młodym, najpiękniejsza chwila dnia.
http://img88.imagesh...10/87720160.jpg

115.
http://img820.images...60/58446847.jpg

116.
http://img829.images...84/97537030.jpg

117.
http://img220.images...58/41381786.jpg

Ledwo zmieścił się w kadrze, wypełniał całe pole wizjera. Co za spotkanie!! To był młody, dostojnie prezentował swoje przepiękne pióra, układające się w idealnie zgranej harmonii, nachodziły na siebie tworząc łuskowaty pancerz szczelnie okrywający ciało. Odkręciłem śrubę od mocowania statywowego na mojej trzysetce i przeskoczyłem w pionowy kadr. On tymczasem obrócił się do mnie i powoli zaczął się oddalać. Nie zabawił długo, uszedł kilka kroków i wybił się w powietrze prezentując swoją potęgę. Ogarnęła mnie dzika radość. Miałem kilka zdjęć, tak dla mnie ważnych. Przecież dopiero przed dwoma miesiącami widziałem go po raz pierwszy w życiu, a dzisiaj byliśmy obok siebie. Dziękuję Bogu za to spotkanie, za to że mogłem to przeżyć. Kilka minut z wielką dla mnie gwiazdą tego świata, z którą nie mogą się równać ani piosenkarze, ani aktorzy, politycy, czy inne ubóstwiane postacie. Dla mnie jedną z takich figur jest bocian czarny. Prawdziwy symbol dzikiej przyrody.

118.
http://img534.images...91/13578327.jpg

119.
http://img836.images...60/80521216.jpg

Na korycie został jedynie perkozek tak wierny mi od przeszło godziny. Beztrosko pływał po korycie nadal wyłapując z wody pokarm. Różnej maści owady i małe ryby. Usiadłem na krzesełku, odprężyłem się, komary nielicznie już pokazywały się w namiocie. Temperatura skoczyła wyraźnie, mimo że słońce skrywało się co raz częściej za pojawiające się chmury. Piękny poranek pomyślałem. Cudowne miejsce.

120. Ostatnie kadry perkozka. Spłoszyło go moje wyjście.
http://img839.images...84/60094668.jpg

121.
http://img846.images...68/87730399.jpg

122.
http://img98.imagesh...33/86588115.jpg

123.
http://img215.images...67/76895766.jpg

Moją uwagę przykuł jasno umaszczony drapieżnik na wierzbach w oddali przede mną. Tam gdzie, jeszcze nie dawno przepychały się dwa Myszaki. Tym razem jednak sylwetka była smukła, ogon wyraźnie dłuższy i kolor. Ten zdecydowanie jaśniejszy niż u Myszołowa. Spojrzałem przez szkło i błysk pojawił się w moim oku. To młody jastrząb, wyjątkowo duży, może to samica? Obracał co chwilę głową i obserwował okolicę. Niesamowicie wyglądał na swojej wierzbowej czatowni, złowrogo i zachwycająco jednocześnie. Siedział tylko moment, po czym odleciał.
Kilka minut po godzinie 9 zdecydowałem się wyjść. Musiałem, tego dnia czekała mnie jeszcze praca, w zasadzie to i tak już byłem spóźniony. Wyszedłem z namiotu szczęśliwy i spełniony. To była niesamowita przygoda, dla mnie na pewno dzień który będę pamiętał. Wracając uśmiechałem się do siebie na myśl o czarnym, z którym stanąłem twarzą w twarz. Obyśmy się spotkali za rok.

#22 Max13

Max13
  • Lokalizacja:
    Hither and Thither

Napisano 08 wrzesień 2011 - 22:41

obywatel - opowiesc i zdjecia OK - w ktorym miejscu Dorzecza Warty "polowales" - blizej Kostrzyna, Slonska czy Dabroszyna?

Pozdrawiam

 

Zeszyt Podróżny

 


#23 zimen (Grzegorz)

zimen
  • Lokalizacja:
    Oleśnica

Napisano 09 wrzesień 2011 - 06:51

obywatel, Jak dla mnie to tych zdjec troche za duzo, wydaje mi sie ze lepiej byloby wybrac te najciekawsze, a tak mamy wiele bardzo podonych niemal identycznych kadrow. Gratuluje czarnego !

#24 obywatel

obywatel
  • Użytkownik
  • 988 postów

Napisano 09 wrzesień 2011 - 17:56

zimen, masz racje. Będę miał to na uwadze następnym razem.
Max13, nie były to miejsca wymienione przez Ciebie. Dorzecza, które opisuję tworzą małe, zapomniane przez ludzi i Boga rzeczki. Nieopodal Sieradza.

#25 mmlolek

mmlolek
  • Lokalizacja:
    Wieruszów / Łódzkie

Napisano 09 wrzesień 2011 - 18:28

obywatel, Gratuluje ,nigdy nie spotkałem bociana czarnego.To musiała być naprawdę niesamowita chwila.Brawo za cierpliwość i determinację.Życzę dalszych udanych wypadów i czekam na następną opowieść.
Pozdrawiam.

#26 ryba

ryba
  • Lokalizacja:
    Mława

Napisano 09 wrzesień 2011 - 18:49

Świetne zdjęcia, fajne gatunki. Miejsce super.
Zdjęć wcale nie za dużo.


Tak z ciekawości spytam. Ile przy jednej zasiadce pstrykasz zdjęć?

#27 kasprzyk

kasprzyk
  • Użytkownik
  • 1059 postów
  • Lokalizacja:
    Chodzież

Napisano 09 wrzesień 2011 - 21:16

obywatel - czuć i widać wielką pasję w tym co robisz, doskonałe zdjęcia, spotkanie, opowieść, powodzenia w osiąganiu następnych celów.
pzdr
fotki robię: Olympus E3 i ZD 70-300
strona: www.fotochodziez.pl

#28 obywatel

obywatel
  • Użytkownik
  • 988 postów

Napisano 09 wrzesień 2011 - 21:20

ryba hahahahhha! Dobre pytanie. Zwykle kończę na połowie drugiej ośmio-gigowej karty, to się przekłada na jakieś 700 zdjęć :-?

mmlolek dziękuję za te słowa, to jest karma dla mojej pasji
ryba, mając na uwadze twoje doświadczenie i umiejętności, słowa które wypowiedziałeś są dla mnie złotem.
kasprzyk, dziękuję za opinię.

#29 kasprzyk

kasprzyk
  • Użytkownik
  • 1059 postów
  • Lokalizacja:
    Chodzież

Napisano 09 wrzesień 2011 - 21:23

tak przy okazji - ile czasu zajmuję przygotowanie Tobie np. ostatniej fotorelacji tu na forum ?
fotki robię: Olympus E3 i ZD 70-300
strona: www.fotochodziez.pl

#30 obywatel

obywatel
  • Użytkownik
  • 988 postów

Napisano 09 wrzesień 2011 - 21:24

kasprzyk, pytasz o całkowity czas, od przyjścia z zasiadki do wystawienia? :shock:

tak na poważnie, to napisanie tekstu i przygotowanie zdjęć to około tygodnia. Wszystko zależy od podniecenia po wyprawie.

#31 kasprzyk

kasprzyk
  • Użytkownik
  • 1059 postów
  • Lokalizacja:
    Chodzież

Napisano 09 wrzesień 2011 - 21:31

o to drugie pytałem, duużżo wolnego czasu trzeba mieć ;)
Pozdrawiam
fotki robię: Olympus E3 i ZD 70-300
strona: www.fotochodziez.pl

#32 obywatel

obywatel
  • Użytkownik
  • 988 postów

Napisano 09 wrzesień 2011 - 21:35

kasprzyk, mam malutkiego dzidziusia, mam wspaniałą żoną i do tego charakter pracy przynajmniej 14-godzinny. Na szczęście kiedy mnie brała, wiedziała co się święci. Czas to pojęcie względne, wszystko zależy od tego jak bardzo człowiek chce podążać w tym kierunku. Ona wie, że to moja miłość. Ostępy i pustkowia, samotność i ptaszory. Ogólnie aparat.

#33 kasprzyk

kasprzyk
  • Użytkownik
  • 1059 postów
  • Lokalizacja:
    Chodzież

Napisano 09 wrzesień 2011 - 21:42

Zazdroszczę takiej żony, pielęgnuj i dbaj o nią bo to skarb, i nie zapominaj o dzidziusiu ;)
Powodzenia
fotki robię: Olympus E3 i ZD 70-300
strona: www.fotochodziez.pl

#34 Marek1364

Marek1364
  • Użytkownik
  • 270 postów
  • Lokalizacja:
    Głogów/ Dolnośląskie

Napisano 10 wrzesień 2011 - 06:14

Witam. Piękna opowieśc i zdjęcia. Czytam z zaciekawieniem i próbuje sobie wyobrazic to co ty widzisz w tym czasie przed czatownią.
Pozdrawiam i czekam na następne opowieści. Masz talent nie zmarnuj go.
Mój Album MIX...
http://picasaweb.google.pl/marek1364
SONY A200 + 18-55/3,5-5,6 MFA 70 - 210 F 3,5-4,5...

#35 UDILEK (Jarek)

UDILEK
  • Użytkownik
  • 1722 postów
  • Wiek: 56
  • Lokalizacja:
    Wieluń

Napisano 10 wrzesień 2011 - 09:20

obywatel, masz wyjątkowy dar przelewania swoich doznań i przeżyć na papier (ekran). Wiele osób robi cudne zdjęcia ale brak właściwego opisu nie pozwala w pełni się nimi nasycić. Twoje fotografie okraszone takim opisem odbiera się zupełnie inaczej. Gratulacje i dzięki.

PENTAX K10D, K-5, SIGMA 50-500 mm f/4-6.3 DG EX APO RF + PENTAX MACRO 100mm/2,8 i TROCHĘ ZABAWEK NA M42. NOKIA N8 :-) MOJE VIDEO


#36 pioterski

pioterski
  • Lokalizacja:
    małopolska

Napisano 10 wrzesień 2011 - 09:38

obywatel :clap:
Kiedy wydanie książkowe bo już sobie zrobiłem miejsce na regaliku? :-D
Twoje opowieści w wydaniu papierowym cieszyłyby się dużym zainteresowaniem. Mógłbyś poszukać dotacji z funduszy europejskich na ten cel. Nie mam w tym doświadczenia ale jest szansa, że można by takie publikacje podciągnąć pod coś.

bemol, Podwyszyński, Wy mierzycie w kawach i cherbatach a ja w tytoniu fajkowym. Przeczytanie opowiadania zajmuje 3/4 porcji tytoniu Virginia No1 mieszczącego się w kominie fajki typu bent :mrgreen:

#37 obywatel

obywatel
  • Użytkownik
  • 988 postów

Napisano 10 wrzesień 2011 - 10:24

Marek1364, UDILEK, pioterski, dziękuję za wasze ciepłe słowa. Nadal niestety z tekstów nie jestem zadowolony tak jak powinienem. Mnóstwo w nim błędów, które wyłapuję już po czasie :oops: . Mam jednak nadzieję, że po roku pojawią się efekty w tekstach i na zdjęciach.

pioterski, z tym wydaniem to raczej nikt by się tego nie podjął, poziom jest za niski. W listopadzie mój dziadziuś kończy 80 lat, w dużej mierze dzięki niemu kocham przyrodę i jemu chciałem w prezencie, stworzyć książkową wersje wszystkich tekstów i zdjęć. Jeszcze biję się z myślami, czy to dobry pomysł.
P.S. będę starał się pisać krócej, żebyś tyle nie palił ;-)

#38 pioterski

pioterski
  • Lokalizacja:
    małopolska

Napisano 10 wrzesień 2011 - 17:13

obywatel napisał/a:

P.S. będę starał się pisać krócej, żebyś tyle nie palił ;-)


O rany skasuj to bo mnie tu zaraz pół forum zlinczuje :shock: :mrgreen:
Palę fajkę baaaaaardzo rzadko :henrykG:

Co do pomysłu prezentu dla dziadzia to przestań się bić z myślami i zacznij składać strony :mrgreen:

poziom jest za niski

Tak, pod warunkiem, że położysz Swój tekst na podłodze w piwnicy. Wtedy poziom zaiste będzie za niski.

Czytam dużo książek i potrafię odróżnić dobre pisanie od złego. Uważam, że masz talent i serce do pisania i nie powinieneś tego zmarnować. Ja też troszkę pisuję (o nieco innej tematyce) i podchodzę do swojej twórczości podobnie krytycznie jak Ty, pomimo że otoczeniu się podoba. Ot taka przypadłość pisarzy malarzy i muzyków :-P Jasne, że materiał wymaga miejscami doszlifowania i dopieszczenia, są jakieś wpadki ale to go nie dyskwalifikuje. Ja czasem czytam swoje wypociny i poprawiam po raz 23-ci :mrgreen: ale nadchodzi taki moment, że trzeba to w końcu pokazać światu :-)

Ja co prawda nic jeszcze nie wydawałem :oops: Ale moje kochanie zrobiło mi kiedyś prezent na imieniny i wydrukowało w drukarni jeden egzemplarz mojej twórczości. Fajnie mieć swoją książkę na półce :book:

Bułhakow pisał Mistrza i Małgorzatę 11 lat ;-)

#39 obywatel

obywatel
  • Użytkownik
  • 988 postów

Napisano 10 wrzesień 2011 - 18:42

pioterski, wyślij mi koniecznie coś

lukasz.boch@gmail.com

ja również uwielbiam czytać i chętnie zgłębię Twój świat. Dzięki Pioterski za całą wypowiedź.

#40 pioterski

pioterski
  • Lokalizacja:
    małopolska

Napisano 10 wrzesień 2011 - 20:35

Ok, coś podeślę ;-) Sprawdź za chwilę skrzynkę.





Podobne tematy Collapse

  Temat Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych